Menu

dyskretny urok codzienności

opisywany przez heteroseksualne ciało pedagogiczne rodzaju żeńskiego oddające się wnikliwym studiom nad rodzajem męskim, choć rodzaj nijaki nie pozostaje bez znaczenia

Niedzielny obiadek

asprocolia

Obudziły mnie kościelne dzwony....za ścianą. U pani babci sąsiadki w  Radiu Maryja biły miarowo i dostojnie. Usiadłam na łóżku, otoczenie nie wyglądało zachęcająco. Ot, izba chorych. Przecierając oczka dokonałam analizy mojej sytuacji życiowej. Fakty nieodwracalne powaliły mnie znów na łóżko. Jutro do pracy......

Wtedy uświadomiłam sobie, że wypadałoby wreszcie zjeść coś konkretnego. Mandarynki, jogurciki i inne artykuły podręczne budziły niechęć.

- O matko- pomyślałam- ja już cztery dni nie widziałam kartofla. Miałam ochotę zakwilić, ale uznałam, że to bez sensu, skoro nikt nie widzi......

Postanowiłam chwycić byka za rogi. Ustaliłam menu, pozostała kwestia kartofelków. Trzeba zejść do piwnicy, a ja silnie niewyjściowa, najgorszy ten włos w strąk. A tu pora akurat wędrówek na nabożeństwo, na obiad gdzieś tam ...... Mycie głowy byłoby zbyt ryzykowne. Postanowiłam zastosować szampon na sucho. Pokryłam moje włosy gęstą, białą mgłą. Ponieważ należało po tej czynności chwilę odczekać, powyjmowałam z lodówki to i owo. Zadzwonił telefon, ogłosili dwunastą. Ubrałam polar i pobiegłam do piwnicy, załadowałam do siateczki kilka kartofli. Ruszyłam do domu i .......

- Remont pani ma ?- zapytała niewiarygodnie zaskoczona pani sąsiadka patrząc na moją głowę... całą w suchym szamponie.

Nawet wibrator ma ciekawą historię

asprocolia

Leżę i męczę się  tym leżeniem. Co innego leżeć zdrowym, co innego chorym. żeby jakoś umilić oczekiwanie na kolejną dawkę antybiotyku czytam, śpię, oglądam filmy, potem oglądam filmy, czytam śpię.......Słowem wiodę życie ciekawe i pełne przygód....

Dziś obejrzałam  film zaskakujący, śmieszny  i w ogóle. 

 

A potem postanowiłam trochę poczytać, poszperać. Doprawdy, trudno uwierzyć ile wcieleń miało to narzędzie rozkoszy, ile wieków poszukiwań, ile doświadczeń musiało się odbyć.....

Protoplastą wibratora jest  dildo. Takie sztuczne penisy były często spotykane w starożytności. Nawet sama Kleopatra miała pokaźną kolekcję. Wykonywano je z kamienia, drewna, kości słoniowej, skóry. 

Jednak to wszytko nie było tym, czym być miało. Potem pojawiły się woreczki wypełnione, o zgrozo, pszczołami i mrówkami.....

Ostatecznie tą kwestią zajęli się medycy, którzy stworzyli jednostkę chorobową o nazwie : histeria. Leczyli ją właśnie za pomocą masażu miednicowego. 

Sztuczne fallusy są stare jak świat, a wibrator wymyślono wcześniej niż żelazko czy odkurzacz. To można zrozumieć.  Wszystko przychodzi w miarę potrzeb. Jednak fakt, że mężczyzna odkrył łechtaczkę dopiero 100 lat po odkryciu Ameryki kładzie cień na tej pci. 

W zasadzie od tamtego czasu nic się nie zmieniło.Mężczyźni nadal są jacyś tacy mało dociekliwi.  Moja koleżanka poprosiwszy małżonka o dostarczenie jednej pary białych majtek z szeroką gumką, za godzinę otrzymała dwie reklamówki wszystkich majtek łącznie z tymi, których nie chciałaby przeglądać w miejscu publicznym.

Tuż po zabiegu dowiedziała się, że w trakcie zasypiania powtarzała wielokrotnie:

- Jak przeżyję to go ku*** zabiję.

Wibrujący wibrator nie został wymyślony, by paniom było przyjemniej, ale dlatego, ze panów doktorów bolały rączki. Co dziwne na przełomie wieków XIX i XX przedmiot ten nie wzbudzał żadnego skrępowania. Z czasem stał się sprzętem agd. Do wibratorów dodawano nawet końcówki do ubijania, ucierania czy mielenia........

Dziś wibratory występują w milionach odsłon, kształtów........A w Paryżu to widziałam taki jeden w kształcie wieży Eiflfa.

Jako miłośniczka metod naturalnych jednak ......nieee.......naprawdę nieeee ;))))

 

Marzenia się spełniaja

asprocolia

Ledwie wczoraj wyraziłam pragnienie żeby nie musieć jechać do pracy, a już dziś mam anginę ropną i wolne do końca tygodnia.

Los mi sprzyja ...........dość ironicznie ;)))

Co robi człowiek na skraju załamania nerwowego ?

asprocolia

Kupuje zdrapki, żeby wygrać bardzo dużo pieniędzy i już więcej nie jechać do pracy, nie oglądać tych samych twarzy, nic nie musieć tylko chcieć ......

Wygrać, a potem kupić cały karton murzynków, mnóstwo książek, wód toaletowych, sukienek, połowę rozdać ludziom, którzy tego bardzo  potrzebują, Pójść na ukwieconą łąkę, zjeść 16 murzynków, nawet jeśli będzie mdliło, położyć się na trawie i zaśpiewać jazzowo : 

Aaaaaa... teraaaaaz niech wszyscy mnie pocałują .......ołłljeeeeeeeeeeee, ołłłljeeeeeee

Póki co wydałam na te zdrapki 10 zeta, wygrałam 7, ale nie poddam się, będę drapać dalej !!!

los

O marchewce Marysi i nieszlachetnej szlachetności

asprocolia

Marchewka

W piątek wracałam z pracy, deszcz siąpił, wiatr hulał, ale nic to. Przyłożyłam nos do wystawy z różnymi świątecznymi i jakże kiczowatymi cudeńkami. Jednak deszcz siąpił coraz intensywniej i ruszyłam na skróty do domu. Po drodze spotkałam zapłakaną koleżankę z kursu prawa jazdy i jej zaszlochaną córeczkę, lat siedem. W takich sytuacjach nigdy nie wiadomo jak się zachować. 

Zatrzymać się, zapytać czy może jedynie rzucić cześć. Tu jednak inicjatywa wyszła od koleżanki. 

W skrócie.....jej córeczka podobnie jak miliony dzieci zakochała się w gangu świeżaków. Cała rodzina, znajomi i znajomi znajomych zbierali naklejki. Dziewczynka ma w swojej kolekcji trzy świeżaki, ale bardzo chciała jeszcze mieć marchewkę. Niestety, zabrakło czasu, naklejek, a ostatecznie i świeżaków. W czwartek dziewczynka schowała do tornistra wolno stojącą w szatni marchewkę należącą do innej dziewczynki. W piątek mama tej innej dziewczynki wyzwała dziewczynkę od złodziejek przy innych dzieciach. Zrobiło mi się strasznie żal i oskarżonego dziecka i jego mamy.

 

Szlachetność

Wczoraj znowu było głośno o Szlachetnej Paczce. Fajny pomysł, tylko znowu pojawiają się zgrzyty. Znowu szlachetność ma znamiona nieszlachetności.

W pewnej firmie szefowa kolejny raz  ma zamiar zgłosić swoją załogę do udziału w akcji. Odpowiedzialność jest duża. Trzeba przygotować paczkę dla konkretnej rodziny, która czeka z nadzieją na konkretne rzeczy. 

Niestety, szefowa swoją dobroczynność ogranicza do wrzucenia czegoś naprawdę taniego, a potem do wymuszania, wypominania , rzucania fochów. Podwładni z coraz większą niechęcią podchodzą do akcji. Trudno się dziwić, skoro nakazuje konkretnej osobie kupić żelazko albo kołdrę. Gdyby sama dała przykład wielkiej szlachetności pewnie byłoby łatwiej, ale nic z tego. Ludzi najbardziej boli fakt, że potem ona imiennie otrzymuje podziękowania od rodziny, które zawiesza nad biurkiem. Wygląda to tak jakby tylko sama przygotowała prezent. Zatrważająca próżność.

Dostrzegam pewien chory odłam dobroczynności związany ze Szlachetną Paczką. Fejsbukowe akcje, wypominanie na forum publicznym, że Iksiński dał tylko 30 złotych, niedotrzymywanie słowa.....Przykładów jest mnóstwo.

To smutne jak można coś pięknego zamienić w coś piekielnego.

© dyskretny urok codzienności
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci