Menu

dyskretny urok codzienności

opisywany przez heteroseksualne ciało pedagogiczne rodzaju żeńskiego oddające się wnikliwym studiom nad rodzajem męskim, choć rodzaj nijaki nie pozostaje bez znaczenia

Mały asesor

asprocolia

Poranna msza dla ambitnych, bo zaczynająca się o ósmej. Przede mną siedzi małżeństwo z synkiem. W pewnym momencie tatuś rusza do konfesjonału, a malec zaczyna dopytywać dlaczego  tenże gdzieś sobie poszedł i o czym on tam rozmawia. Mamusia cierpliwie i metodycznie tłumaczy dziecku czym jest spowiedź, mówi o tym, że trzeba się przyznać jeśli zrobiło się coś złego i koniecznie należy błąd naprawić.

Malec wydaje się być usatysfakcjonowany wyjaśnieniami, ale w pewnym momencie zrywa się z ławki i biegnie w stronę tatusia, matka rusza za nim i w ostatniej chwili odciąga malca od konfesjonału. Nie kryje irytacji, wszyscy dookoła uśmiechają się dobrotliwie, a malec  siada napuszony i obwieszcza dość donośnym głosem:

- ....bo ja chciałem tatusiowi przypomnieć, żeby się przyznał, że mi zjadł żelki...

Lud boży łącznie ze spowiednikiem ugotowany.....pozytywnie.

Nawracajcie się.....nadchodzi nowy premier !!!

asprocolia

Ostatnio omijam polityczną bieżączkę szerokim łukiem bacząc na swoje zdrowie psychicznie i ogólne samopoczucie. A jednak mnie siekło.....Dowiaduję się, iż zmieniono nam premiera rządu, a ten nowy  od razu chce rechrystianizować Europę.

Cel szczytny, jednak nie wydaje mi się, żeby premier sporego państwa miał czas na głoszenie Ewangelii. Zresztą nawet gdyby miał.....nie uwierzyliby mu. Jezusowi zaufali, bo żył zgodnie z tym co głosił. 

Osobiście uważam, że człowiek, który w dość młodym wieku może poszczycić się trzema  mln na koncie i pięcioma w akcjach, nie nadaje się na głosiciela Ewangelii. To jakiś absurd !!! Wiadomo, że zarabiając, a przystępniej mówiąc, żyjąc z lichwy, robił to w majestacie prawa ludzkiego. Kapitalizm uzasadnia w sposób naukowy takie prawa, które z większości robią nędzarzy, ale my katolicy wiemy, że to jest złe.

Jezus nigdy nie zostałby bankierem, bo oznaczałoby to wyzysk innych ludzi. Jezus, jeżeli miałby dużo, oddałby tym, którzy mają za mało. Ba, jestem pewna, że wybiłby Panu Premierowi  pomysł rechrystianizacji  z głowy....

A póki co Pan Premier wygląda jak pan doktor Tym genialny :)

Dialog budujący

asprocolia

Zajrzałam do empiku, bo czas upominkowy. Ludzi tłum, jak nigdy. Pewne, znane mi z widzenia małżeństwo, stoi w kolejce i prowadzi ożywioną dyskusję...

0n: I widzisz.....jeden sklep i mamy prezenty dla wszystkich..

Ona: A prezent dla mnie ?

On: Przecież wzięłaś sobie powieść ?

Ona ( z szelmowskim uśmiechem ) : Ale to na jutro, w buta chyba ?

On ( z przekąsem): To sobie jeszcze coś wybierz i będę cię miał z głowy..

Ona ( z radością ) : To wezmę ten zestaw.....

On ( po jej powrocie do kolejki ze wspomnianym zestawem) : Do ruiny mnie doprowadzisz, ale dobra.....to ja sobie dołożę to......( tu pan sięgnął po zestaw promocyjny w postaci torcika wedlowskiego i dużej czekolady z orzechami)

Ona ( z przekąsem): przesadziłeś, to ja sobie wezmę  jeszcze płytę, też chcę mieć przyjemność....

On ( wyrywa jej płytę i sprawdza cenę) : Teraz to już bez wyrzutów sumienia idę po ten horror...

Uśmiecham się szczerze, a państwo wreszcie docierają do kasy, pada kwota należna za zakupy, oni patrzą na siebie z uśmiechem i przerażonym zaskoczeniem..

On ( jakby do siebie) : na karpia już nie starczy

Szczerość jak grom z jasnego nieba

asprocolia

Jutro mam w klasie andrzejki. Ustalamy listę wróżb. Bartuś o pięknych oczach zgłasza interpelację:

- Tylko nie ta z zawodami, w zeszłym roku mi wyszło, że zostanę kosmetyczką....porażka !!!

Faktycznie porażka, ale postanowiłam obrócić ją w coś dobrego. Tłumaczyłam, że panowie też zajmują się tymi sprawami  i odnoszą sukcesy zawodowe. Bartuś zmarszczył brwi, wysiłek intelektualny nadał jego twarzy wyraz nadto cierpiętniczy, po chwili jednak uśmiechnął się i stwierdził:

- Racja, jak bym się nauczył malować paznokcie i piłować, i to wszystko to pani by miała zawsze ładne, a nie tylko czasem.

Chwała matkom na zakupach

asprocolia

Nic nie kupiłam w czarny piątek. Czy to mnie już społecznie wyklucza ?  Nie wiem, ale mam alibi ;))

Tego dnia odwiedziłam mnóstwo sklepów, chciałam też wydać trochę kasy. Problemem było towarzystwo. Urocza dziewczynka, spokrewniona, dwuletnia i do tego aktywna jak pięć dwuletnich dziewczynek. Szał zakupów dopadł ją na starcie, biegała, przeglądała towary ( tu: w znaczeniu zrzucała co popadnie ). Czułam pewien dyskomfort, gdyż nie mogłam się posiłkować matką dziewczynki, bo ta chciała załatwić parę spraw, a z młodą trudno......

Obserwowałam w wolnych sekundach jak sobie radzą matki właściwe. Zauważyłam trzy podstawowe kategorie matek kupujących, a sama oczywiście znalazłam się w tej najbardziej wyczerpującej.

Pierwsza kategoria budzi mój ogromny podziw. To matki o stoickim podejściu do zagadnienia. Ich pociechy szaleją, brykają, pełzają, a one oddają się z namaszczeniem czynnościom związanym z kupowaniem. Mimowolnie i całkiem nieadekwatnie do sytuacji wyrzucają w eter komunikaty typu :

- Tymonku nie biegaj....Wypowiedziane do dziecka, które od minuty siedzi na półce z ręcznikami

Jakimś dziwnym cudem tym dzieciom nie staje się nic złego, jedynie panie ekspedientki mają w oczach red alert.

Druga kategoria matek jest mi najbliższa. To te, które chciałyby coś kupić i jednocześnie zadbać o poprawne zachowanie potomstwa. Właśnie w miniony piątek widziałam.....wszyscy widzieli nieszczęsną, która wybiegła z przymierzalni za synkiem, zapomniawszy zasunąć zamek sukienki. Swoją drogą z radością odkryłam, że nawet szczupłe kobiety noszą bieliznę korygującą. Ja sama usiłowałam wzbogacić kolekcję bielizny, moja towarzyszka tak się tym przejęła, że zaczęła pomagać przykładając mi wieszaczki z majtkami do łona. Wszyscy byli uradowani tym spektaklem. 

Trzecia kategoria to matki pozbawione cierpliwości. Przy pierwszym przejawie niesubordynacji wychodzą z dziećmi wykrzykując, że już nigdy więcej ich nie zabiorą do sklepu. Ryzykowna teza, piętnaście lat bez zakupów ..........

Skoro wpisałam się do drugiej kategorii to znaczy, że zakupy trwały. W sklepie dziecięcym młoda zajęła miejsce przy stoliku z kredkami. Było tam jeszcze dwoje dzieci. Poczułam ulgę, zagłębiłam się w kolekcji -55 %. Po chwili zauważyłam, że moja chrześniaczka przy pomocy znanych tylko sobie technik socjotechnicznych pozbyła się kolegów i skutecznie zniechęcała jeszcze jedną dziewczynkę. Po uratowaniu sytuacji.....to znaczy po wyniesieniu dziecka i uiszczeniu opłaty za sukienkę dla tegoż przyszła pora na atrakcję. Bujany samochód za 5 zeta wzbudził entuzjazm, niestety tylko na 5 sekund. Niestety tylko na pięć sekund, bo tuż obok niego był zabawkowy, a tam wózek dla lalek. 

Długo i łagodnie tłumaczyłam, że wózek przywiezie Mikołaj, ale w odpowiedzi był foch i krótka informacja:

- Ja cie ten......

Na szczęście z pomocą przyszła mi pani ekspedientka.

Potem jakieś dwadzieścia pięć razy zjeżdżałam i wjeżdżałam po schodach. Nawet już nie pamiętałam, że mam od tego zawroty głowy.

- Jecie.....jecie.....ciocia ....jecie....

Zaspokoiwszy pragnienie dziecka udałam się do innego sklepu, bardziej prozaicznego. Wstawiłam młodą do koszyka, a ta ucięła sobie drzemkę. To była piękna chwila.......

Zaprawdę powiadam wam....nawet najbardziej rozbrykane dziecko musi kiedyś zasnąć ;)))

© dyskretny urok codzienności
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci