Menu

dyskretny urok codzienności

opisywany przez heteroseksualne ciało pedagogiczne rodzaju żeńskiego oddające się wnikliwym studiom nad rodzajem męskim, choć rodzaj nijaki nie pozostaje bez znaczenia

Political walking

asprocolia

 

Polacy w ostatnich dniach polubili, jak donosi jeden z ministrów, spacerowanie nocne przy świecach. Nawet Chodakowskiej nie udało się tak skutecznie wyrwać obywateli z kanap, puf i szezlongów.

Te spacerki mają walory zdrowotne, edukacyjne i społeczne. Oczywiście jest wielu przeciwników tych form aktywności. Ci zdecydowanie wolą defilady i  akademie ku czci. Wszystko to jest tak naprawdę mało istotne. Ważne jest to, że w imię jakichś wzniosłych celów dokonuje się coś niezdrowego. To coś może nam wszystkim w dalszej perspektywie zaszkodzić. Może doprowadzić do rozkwitu wszystkich pąków nienawiści, którymi wydatnie oblepione jest drzewo zwane Polska.

I znowu biedne, ludzkie stado szaraków musi wziąć sprawy w swoje ręce.....

spacer

Wyczyszczenie św. Jadwigi z przodu i z tyłu oraz inne roboty snycerskie.

asprocolia

Wypatrzyłam na fejsie taki oto wycinek prasowy.

wycinek

Wycena dotyczy czasów bardzo odległych, jednak pewna logika i wtedy obowiązywała. To oczywiste, że wykonanie brody dla Boga Ojca musiało kosztować więcej niż zatkanie dziury św. Barbarze. To zrozumiałe, że przyprawienie rogów Mojżeszowi kosztowało mniej niż wyzłocenie gałek św. Jackowi. 

Jednego nie pojmuję. Dlaczego trzy gołe dziewice dla św. Mikołaja kosztowały tylko 50 zł, a jeden koń pod św. Jerzego aż 35 zł. Konie zawsze były drogie.........

Armagedon

asprocolia

Zajrzałam tu i zrobiło mi się smutno. Opuściłam mój blog na tak długo, bo chyba opuściły mnie siły życiowe. Czasem nawarstwia się wiele spraw, przygniata i zabiera oddech. 

Wiem, na blogu z założenia optymistycznym brzmi to bardzo pesymistycznie. Ale......ja się nie poddaję. Życie wymaga odwagi i walki.

Na szczęście Ziemia kręci się dzięki ruchom wirowym i obrotowym, kwiaty kwitną, słońce, choć rzadko świeci, śmieją się dzieci.....

A problemy są elementem naszej codzienności, nieprawdaż ?

Póki co świat nadal mnie bawi i cieszy...

Ot.....ostatnio zobaczyłam w parku dorodnego przedstawiciela płci przeciwnej, ewidentnie walczącego od lat  o rzeźbę. Osobnik ów stal na ścieżce, rozglądał się i wołał zdesperowany:

- Armagedon, armadegon........

Nie zauważyłam zestawu słuchawkowego  ani tym bardziej odbiorcy tego tekstu..... Poczułam lekką obawę i wtedy spod krzewu wyłonił się malutki piesek rasy york z niebieską frotką na główce...

- Armuś, gdzie ty się szlajasz ? -  przywitał go radośnie pan rzeźbiony, a ja nie umiałam się nie uśmiechnąć.

Po powrocie do mojego miasteczka opowiedziałam o tym koleżance posiadającej taką psinkę. Byłam przekonana, że rozbawi ją ta historia z Armagedonem. Nic z tego...

- To idealne imię dla yorka, mój też robi nam z domu armagedon  - powiedziała śmiertelnie poważnie.

Hmmm........

Matka czternaściorga

asprocolia

Oczywiście większość spędziła majową jutrzenkę na rozkoszach wzrokowych, podniebiennych i temu podobnych. Byli też tacy, którzy przenieśli swoją cielesność w inne szerokości geograficzne i to z pewnością takie, gdzie jest 20+ w cieniu.

Ja.......cóż.....tradycyjnie popadłam w niezłą termedyję. Udałam się na wieś, a tam wszyscy chorzy, temu żebra popękały, innemu grypa żołądkowa odebrała siły, tamta musi zająć się dzieckiem i we mnie tylko cała nadzieja.

Byłam taka dumna z siebie, znowu wszystko na mojej głowie....Brat na początek przydzielił mi zadanie iście poważne: oczyszczenie komnaty matki czternaściorga czyli mówiąc wprost wyrzucenie obornika ze stanowiska  gigantycznej maciory, która naprawdę powiła tyle prosiąt.

Jako stworzenie  wychowane na wsi bez większego trudu pokonałam falę odoru, otworzyłam furtkę, chwyciłam za widły....Duże zwierze leżało spokojnie na lewym boku, po chwili jednak zerwało się i zaczęło wydawać nerwowe chrumkanie, a następnie nacierać na moją osobę. Myśl o utracie życia w tak podłych okolicznościach spowodowała wystąpienie lawiny nerwowej. Wyobraźnia podrzucała mi slajdy z nagłówkami prasowymi typu:: Nauczycielka zabita przez świnię.........Matka czternaściorga czy Kuba Rozpruwacz........Śmierć na oborniku....Taaaaa......nie było na co czekać, rzuciłam się do ucieczki, a kiedy zabarykadowałam stanowisko świnki wyszeptałam :

- Maj lejdi, jor hołm, jor kastel.

A potem niczym błyskawica udałam się do domu, by wyrazić stanowczy sprzeciw wobec takim pracom powierzonym, nie omieszkałam zawiadomić związki zawodowe, PIP oraz Ligę Kobiet. Niestety zostałam boleśnie obśmiana, zarówno przez pracodawcę jak i ogniwa związkowe.

Ostatecznie brat poinformował mnie, iż świnka ta lubi być drapana za uszkiem i dlatego zaczęła nacierać...

Dobra...dobra....byłam widziałam.

Moja druga praca była wprost rozkoszna, zrzucałam siano. To było cudne. Zapach lata, ziół, upału, katar sienny, ehhhh...

Edukacja społeczna

asprocolia

Dziś moją szkołę odwiedził przesympatyczny ratownik medyczny. Uczył udzielania pierwszej pomocy, było bardzo ciekawie. Po zakończonych warsztatach trzecioklasiści otoczyli mnie ciasnym kręgiem i dzielili się wrażeniami. Wyglądali cudnie, połowa była zabandażowana.

- Psze paniiii -piszczał z przejęciem Bartuś - postanowiłem, że zostanę ratownikiem.

- Ja też, ja też ....- wtórowali mu inni chłopcy.

- A Kuba mówi, że nie chce zostać ratownikiem - przerwał  falę entuzjazmu Kacperek - chodźcie, zlejemy go....

I pobiegli, a ja zostałam, nie interweniowałam gdyż uważam, że bycie ratownikiem to wielka rzecz.

© dyskretny urok codzienności
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci