Menu

dyskretny urok codzienności

opisywany przez heteroseksualne ciało pedagogiczne rodzaju żeńskiego oddające się wnikliwym studiom nad rodzajem męskim, choć rodzaj nijaki nie pozostaje bez znaczenia

Dziecięcy punkt widzenia

asprocolia

Ostatnio sprzedałam koleżance żart sytuacyjny w wykonaniu mojej chrześniaczki Marysi. 

Otóż Mania od jakiegoś czasu jest szczęśliwą posiadaczką skarbonki. Nie sądzę, by pieniądze już ją pociągały, nie ma przecież jeszcze trzech lat. Dużą frajdę sprawia jej po prostu wrzucanie pieniążków do środka. Pewnego dnia jej rodziców odwiedził zaprzyjaźniony weterynarz. Mała natychmiast przyniosła mu swój nowy skarb, a ten, jak to dorosły, natychmiast dostrzegł aluzję i zaczął szukać bilonu. Zawstydzona mama wolała na to nie patrzeć, rzuciła tylko przez ramię:

- Podziękowałaś Marysiu ?

- Nie, bo jeszcze nie wrzucił - odparła szczerze i zgodnie z prawdą Marysia.

W odwecie koleżanka sprzedała mi równie piękną anegdotkę. Ślub, podniosła atmosfera. Babcia czule opiekująca się wnuczkiem rusza do komunii, ten za nią, ta mu dość stanowczo tłumaczy, że nie może, bo jest za mały...Rozgoryczony wnuczek ostatecznie żali się na tyle głośno, że wszyscy słyszą :

- Ale ja zapłaciłem........

Teoria pyłowa

asprocolia

Nie masz.......zaprawdę powiadam Wam.....nie masz życzliwych ludzi na świecie.....wszędzie krytyka i wytyka.

Niedawno szukałam pewnej płyty i musiałam wyciągnąć z szafki pudło. Pudło było okryte kurzem długoterminowym. Nie zdziwiło mię to nic a nic, bo na Wielkanoc nie udało mi się tam dotrzeć. Kurz starłam, płyty nie znalazłam. Musiałam zajrzeć do innego pudła, które też było pokryte kurzem, choć na wspomniane święta tam dotarłam i przetarłam. Wniosek nasuwa się sam, nieprawdaż ???

Nieopatrznie podzieliłam się tym wnioskiem z  koleżanką, która duużo sprząta. Akurat prowadząc ze mną dialog przez zestaw głośnomówiący ścierała kurze i stąd moja wylewność. Ona w zasadzie wszystkie czynności życiowe łączy ze ścieraniem kurzu. Jak jej mąż prowadzi auto, to ona odkurza kokpit chusteczkami dla niemowląt. Kiedyś nawet naszło mnie takie skojarzenie, że być może podczas seksu omiata sufity.....Ale......sama nie wiem......

No i  jak się podzieliłam z nią mym wnioskiem, ofuknęła mnie:

- Wstydziłabyś się, co za lenistwo.....ja ścieram kurze trzy razy w tygodniu... wilgotną ściereczką, to zajmuje godzinkę, jest porcja ruchu i świeże powietrze.....a czy ty wiesz, że roztocza przyczyniają się do nadwagi ???

- Świnia .....- pomyślałam i poczułam bolesne ukłucie w oponkę.

pani

Wiosna to pora radosna !!!

asprocolia

Jak ptak o poranku nucę, marzę o lataniu i wszystko mnie cieszy.......nawet lody włoskie. Uwielbiam ten stan euforii. Wczoraj było okrutnie ciepło......rozbrajająco. Wracając z pracy spotkałam znajomego pana ślusarza Kazimierza. Przywitałam się, pochwaliłam pogodę. Pan Kazik wyprostował się, wyprężył i zripostował przecudnie:

- Piękny dzionek.....dziś to bym mógł nawet z teściową do kościoła iść.....a nie przepadam ani za jednym, ani za drugim.

Rozważania podczas odkurzania i nie tylko...

asprocolia

Już chyba trzeci tydzień myślę o pewnej sytuacji z życia mego osobistego. Im dużej myślę,  tym wydaje mi się ona wcale nie taka straszna, a raczej bardzo naturalna. Choć dziś coś zmąciło mój potok myśli głębokiej.

Przejdę do sedna. Miałam kiedyś znajomego, z którym miło mi się gawędziło. To był e-znajomy. Z czasem znajomość straciła rumieńce, korespondencja ustała. Kilka tygodni temu porządkowałam skrzynkę mejlową i wróciłam wspomnieniami do czasu minionego, a że były to miłe wspomnienia, postanowiłam zagadnąć. Banalnie......co słychać......itp. Odpowiedź pojawiła się dość szybko. Gdybym była bardziej rozważna niż empatyczna zauważyłabym, że ów nawet słowem nie zapytał co u mnie. Potem korespondencja o charakterze żartobliwo- frywolnym trwała czas jakiś. W owym czasie zmagałam się z różnymi problemami, więc kiedy przyszło ponaglenie pożaliłam się, przedstawiłam swoją sytuację życiową. W odpowiedzi przeczytałam jedno zdanie:

Jak się ogarniesz, to się odezwij.

Po przeczytaniu tego zdania ogarnęłam się w piętnaście sekund. Poczułam gniew, byłam wściekła, że nie znalazłam choćby jednego słowa wsparcia. Nie oczekiwałam przecież, żeby oddano mi nerkę lub podżyrowano kredyt na jeden miliom, miałam nadzieję na kilka ciepłych słów.....

Dziś uśmiecham się do mojego stanu emocjonalnego w tamtej chwili i nawet trochę żal mi siebie. Przeżyłam rozczarowanie, ale przecież sama je sobie zafundowałam. To kolejna ważna lekcja. Tylko nieliczni są nam naprawdę życzliwi. Nie możemy tego od nikogo wymagać, to musi samo wypłynąć ....z serca. Jeśli nie wypływa, to taka znajomość nie ma sensu. Proste.

Mam ogromną nadzieję, że sama nikogo tak nie potraktuję. Wiem, jak mało trzeba, żeby dać komuś nadzieję czy małą radość. 

A teraz kilka słów w mowie wiązanej, jakże trafnych, ach jakże trafnych.

Jak często tonącemu w bezdennej topieli,

Rzuć z brzegu nitkę słabą rwącej się kądzieli,

Tak słowo w dobrej ludziom powiedziane chwili,

Jak trąba archanioła, stworzy ich czem byli.

 

© dyskretny urok codzienności
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci