Menu

dyskretny urok codzienności

opisywany przez heteroseksualne ciało pedagogiczne rodzaju żeńskiego oddające się wnikliwym studiom nad rodzajem męskim, choć rodzaj nijaki nie pozostaje bez znaczenia

Teatrzyk Biała Mysz przedstawia sztukę pod ościstym tytułem " Karp"

asprocolia

Ze specjalną dedykacją i pozdrowieniami dla N.:)

Osoby dramatu: karp Rysiek pływający w akwarium, poszkodowana Zielińska, sędzia, lud ciekawski, reporterzy kolorowych pism

Miejsce dramatu: Sąd Powiatowy w mieście B., właśnie dobiega końca rozprawa przeciwko karpiowi Ryszardowi ( narybek 2006 ), oskarżonemu o dotkliwe pogryzienie Teodory Zielińskiej z domu Kłyś

Wysoki Sąd : Proszę oskarżonego karpia o podpłynięcie do mikrofonu, czy oskarżony ma coś na swoją obronę?
Karp Rysiek : Wysoki Sądzie! Pragnę wyrazić głęboki żal z powodu tego zajścia, nigdy bym nie przypuszczał, że zrobię coś takiego. Zacznę od początku . Jestem karpiem, kiedy byłem narybkiem trafiłem do gospodarstwa rybnego w Śledzicach Dużych. Żyło mi się tam normalnie, byłem regularnie karmiony, miałem kolegów i jak każdy karp marzyłem, żeby jak najszybciej trafić na wigilijny stół. Gdzieś tak pod koniec sezonu zawarłem bliższą znajomość z karpiem płci przeciwnej, a że w diecie pojawiły się hormony zapragnąłem jakiejś odmiany. Od przypadkowo poznanej rozwielitki dowiedziałem się o kanale przerzutowym do rzeki. Wybranka mojej skrzeli była wewnętrznie rozdarta. Uczucie było, ale marzenie o staniu się wigilijnym daniem, o leżeniu na paterze wśród warzyw było silniejsze. Zdruzgotany odmową samotnie ruszyłem w drogę. Niestety rzeka okazała się nieprzyjazna, a nawet niebezpieczna. Zostałem zaatakowany przez bandę Jesiotra, bylem znieważany i wyśmiewany. Woda była mętna i miała specyficzny zapach. Po kilku dniach wróciłem do stawu z podkuloną płetwą. Obyło się bez kąśliwych uwag. Wszyscy byli zajęci tyciem i polerowaniem łusek. W końcu zaczęło sie odławianie. Wraz z kolegami trafiłem do ogromnego akwarium w jakimś sklepie. Poznałem tam nowe ryby, choć niektóre bardzo szybko znikały. Jeden stary jesiotr poradził mi żebym pływał na grzbiecie, wtedy zostanę dłużej i więcej zobaczę. On robił to natychmiast jak tylko zobaczył podchodzącego człowieka. Jednak po pewnym czasie już nie wrócił do normalnego stylu, przez cały dzień pływał tak bez życia. Co za aktorstwo ! Wyłowiono go i wrzucono do osobnej skrzynki z napisem odpady. Wreszcie i mnie ktoś kupił. Włożono mnie do czegoś śliskiego, co nie było wcale mokre, zrobiło mi się duszno... Obudziłem się w czymś białym i to nie był półmisek. Ogromne zainteresowanie mojej rybowatości okazywał mały chłopczyk, rozmawiał ze mną i powiedział, że od dziś nazywam się Rysiu. Czekałem. Co chwila pojawial się jakiś człowiek, nachylał się nad wanną i mówił : niee, ja nie mogę. Wreszcie przyszła ogromna kobieta z młotkiem, nabrala mnie w jakieś sitko i niosła gdzieś daleko, wtedy niespodziewanie pojawił się ten mały, zaczął się drzeć, że czegoś nie chce, że będzie zaraz chory i zaczął ryczeć, a ja zacząłem się już dusić. Ogromna kobieta coś tam pogadała, znów obudziłem się w tym białym. Następne dni były fajne. Jedzenie dobre, no i zobaczyłem jak wygladają ludzie bez ubrań, całkiem fajne filety. Bardziej podobała mi się kobieta, te nierówności...Kolega mi powiedział, że to dlatego, że jestem heteroseksualny.
( gromki śmiech na sali)
Wysoki Sąd : Proszę o ciszę!!!! Uprasza się karpia żeby nie robił takich uwag.
Karp : Przepraszam. Powiem co było dalej. Pewnego dnia przyszedł ten malec z karmą i mówi:
-Rysiu już skonczyły się te święta, jesteś uratowany, jutro pójdziemy z tatusiem i wypuścimy cię do stawu w parku. Byłem zdruzgotany, moje marzenia i pragnienia, wszystko przepadło. Następnego dnia rzeczywiście wyrzucono mnie do brudnego stawu. Było zimno i smutno. Poznałem tam jedną płotkę, ale pożycie się nam nie układało. W końcu przywykłem, zmieniłem dietę, zeszczuplałem i zrobiło się cieplej. Jednak niespodziewanie zostałem wyłowiony i nazwany wielką ,starą rybą. Wrzucono mnie do skrzynki z małą ilości wody i komentarzem:
- Niech Zielińska weżmie, gościom usmaży.Pojawiła się nadzieja. Czekałam na mój debiut.
Kiedy zostałem z Zielińską, ta bez skrupułów nazwała mnie kościstym trupem i oświadczyła, że znów mnie wrzuca do stawu.... nie wytrzymałem, co było dalej Wysoki Sąd już wie...
( przerwa, głośne debaty, karp pływa stylem grzbietowym )
Wysoki Sąd : Ogłaszam wyrok. Okazując zrozumienie i współczucie skazujemy karpia Ryszarda na śmierć przez zastrzelenie, a następnie na galaretę.
Karp : Dziekuję!!!!
Wysoki Sąd : Wyrok wykona myśliwy Noah. Czy jest na sali?
( szmery, rozmowy, ktoś woła : nie ma, skrzynka mu spadła na nogę, został w domu!!!)
Zielińska : Ale Noah poluje tylko na króliki !
Wysoki Sąd : Tym razem będzie musiał zrobić wyjątek, zamykam rozprawę
KURTYNA !!!

Statystycznie

asprocolia

Temperatura : 38, 9

Stan konta : 16, 40

Godzina : 23.47

Stan lodówki : pasztet firmowy bez dodatków

Stan wody w spłuczce : zadowalający

Odimienniki reklamowe

asprocolia

Codziennie mijam witrynę sklepową, którą "zdobi" reklama firmy szyjącej kołdry. Reklam wszędzie pełno, ale ta jest jakaś swojska, prosta w przekazie, a nawet rubaszna. O proszę.
Najlepsze pierzyny u Katarzyny!
Chociaż aktualnie leżę w łóżeczku zgnębiona przeziębieniem, to jednak poszłam tym tropem. 
A oto wyniki tej przechadzki między kichnięciem a aspiryną.

U Dominiki bezbolesne zastrzyki.
Chcesz mieć domek z bajki, zamów projekt u Jacka i Majki.
U Wawrzyńca świeże wędliny z Tyńca.
U Augusty poznasz smak rozpusty.
Julita pomyśli z tobą o podwieszanych sufitach.
Tylko u Mikołaja znajdziesz taakie jaja !
U Zenobii ziemniaki z dużą ilością skrobii.
U Joanny pisuary i wanny.
U Odetty farby, kleje i tapetty.
U Wojciecha i dla impotenta znajdzie się pociecha.
U Kwiryny kosmetyki z dodatkiem uryny.
U Luizy wymienisz dewizy.
Gabinet u Aleksandry – leczymy z apatii i chandry.
Akupunktura i dzwony u znachorki Ilony.
U Błażeja na wstydliwe choroby nadzieja.
Uśmiechnie się dusza, gdy zjesz ciastko u Bogusza.
Zapraszamy na zajęcia z rytmiki u panny Scholastyki.  
Biuro matrymonialne u Metodego znajdzie ci coś wygodnego.
Pośrednictwo pracy – Kwiatkowski Ignacy.
W karczmie U Zyty wesołe kobity.
Antykwariat u Balbiny oferuje ciekawe woluminy.
Siłownia u Flawiusza nawet staruszka rozrusza.
U Medarda przednia pularda.
U kosmetyczki Ireny znajdziesz na rozstępy kremy.
Profesjonalna wycena nieruchomości u Juliana z Radości




Jak świnka w galopie.....

asprocolia

Wiedziałam, wiedziałam.....że to będzie trudny dzień.Musiałam pozwolić sobie na co najmniej trzy drzemki, bo kiedy zdobyłam się na ten heroiczy krok i ostatecznie zwloklam z łóżka było już strasznie poźno.Biegałam po mieszkaniu wykonując jakiś obłąkańczy taniec, majtki , jeden but, kolczyki, spodnie, herbata, zęby, gdzie są klucze....a włosy, o matkoooooooo, trzeba je uczesać, szybko, szybko, jest klucz, dlaczego ja kuleję,a but...już, biegnę,szybko, szybko...........
Szkoła, dyżur, sporo ofiar, są ranni, szybko, dzwonek, lekcja, dyżur, piiiiiiiiiiiiiiiiiiić, lekcja, ma pani ładne korale, dziękuję, szybciej, szybciej po kserówki, lekcja, dziś w temacie końcówka, dużo śmiechu, końcówki zawsze śmieszą, tyle ćwiczeń do zrobienia, szybciej, wolniej krzyczy klasa, siadam, duża przerwa, herbata, potem już z górki, mam wychodzić, woła derekcja. Informuje, że wychowanek był uprzejmy skomentować uwagę wożnego słowami” jebie mnie to”. Udaję teatralnie oburzenie, ale mam ochotę powiedzieć coś jakby podobnego. Autobus odjeżdża, ja zostaję, zostaje też rachunek do zapłacenia za net, wpadł mi dziś w ręce, niepotrzebnie, biegnę, szybko, szybko, jakies zakupy, krawcowa,bank.Mijam szmateks, na wystawie okrutnie pomarańczowy sweterek, piękny, będziesz mój, tym bardziej żeś okazały jako i ja, myślę, zrywam z wieszaka, biegnę do przymierzalni, wyprzedzam po drodze matkę z dzieckiem na ręku, stosem ubrań na dziecku, wpadam, zasłaniam,ubieram, jest taki jak chciałam, miękki, ciepły, bedzie mój. Wiem, nie miałam nic już sobie kupować, ale tak dawno nie kupowałam, chyba ostatnio w piątek, dla kobiety to wieczność.
Wyciągam zaskórniaki z działu: kataklizmy i sprawy ostateczne. Inne działy finansowe już opustoszały, eeee pożyczę sobie, przecież nie będzie powodzi, taka susza, zwalniam, staję w kolejce, wyciszam się, kolejka nie posuwa się, nasłuchuję:
- Kochana ja wszystko znam. Też swoje przeszłam.....
- To ile się należy kochana moja?
- Jak mówiłam kochana, osiem złotych.
- Jezu, Jezu jak ten grosz się rozlatuje....
- Ja ciebie kochana rozumiem, też człowiek kupuje....A co to jest w dzisiejszych czasach te osiem złotych. Nawet kila parówkowy kochana moja nie kupisz.....
Czuję, że jestem ugotowana, znajome mrowienie, mam już za sobą niewątpliwie fazę blanszowania. W jamie ustnej bulgocze gotowe do artykulacji pewne wyrażenie o wysokim stopniu wulgarności. Wiem, że tego nie powiem, jestem dobrze wychowana, mam prenumeratę kwartalnika Teatr, kolekcję płyt z muzyką poważną, interesuje się sztuką średniowieczną....Jednak coś tam wycedzam:
- Przepraszam, czy to jest sklep?
- Nie kochana, to lumpeks- odpowiada kochana kupująca i wraca do wcześniejszej rozmowy.....
Akcja nabiera tempa, rzucam sweterek do kosza, wybiegam szybko, omijam bank, nie czekam na zielone, przechodzę na czerwonym,wpadam do domu, siadam na łóżku i klnę siarczyście:
- ........mać, co za głupie baby, Miałabym fajny sweterek, gdyby nie te kochane parówkowe. Świat jest pełen mutantów, normalni kręcą im się między nogami. Nie będę sprzątała tego mieszkania, nie będę myła tych kubków, niech wszystko porośnie pleśnią, niech się tu zlezie robactwo z całego powiatu, niech alfonsi założą tu agencję towarzyską imienia kota Filemona i niech mnie wszyscy pocałują w czółko skoro po takim zaganianym dniu nie mogę sobie kupić sweterka. 
świnka

Gruszka (impresja sadowniczo - jesienna)

asprocolia

A ty co tak wisisz samiutka? Koleżanki już dawno dojrzały i spadły, a ty? Niektóre dały się zerwać i zamknąć w słoikach, inne zginęły od ciężkich ran zadanych przez szpaki. A ty ciągle wisisz sama, piękna i dumna. Rumienisz się tak ładnie, ile tajemnic, ile witamin skrywa twój miąższ. Kto to może wiedzieć...Twój los jest dawno przesądzony, podobnie jak mój, ale póki co obie trzymajmy się mocno tej gałęzi :)

w sadzie

© dyskretny urok codzienności
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci