Menu

dyskretny urok codzienności

opisywany przez heteroseksualne ciało pedagogiczne rodzaju żeńskiego oddające się wnikliwym studiom nad rodzajem męskim, choć rodzaj nijaki nie pozostaje bez znaczenia

Dialog czyli monolog

asprocolia

Śpię snem błogim, mam cieplutko, dwie kołdry puchowe na sobie, nogi otulone skarpetami frotte, wynurzenia na temat bielizny pominę. Śpię i śnię o plaży w jakimś egzotycznym kraju, czuję pod stopami gorący piasek, a właściwie kaloryfer i .............qrcze telefon zadzwonił. Nieee, tylko nie ta nawiedzona Gośka !!!

G : Możesz rozmawiać ? Muszę się komuś pożalić....Ewa nie wyobrażasz sobie.......

( rozpoczął się soczysty monolog w trakcie którego zdołałam tylko raz wtrącić wymowne aaaaaa, a właściwe aaa, oprócz tego dowiedziałam się, że narzeczony nie zabierze jej na rodzinną imprezę, bo nie mówił jeszcze o niej rodzinie, chciałam wyrazić zdziwienie, ale w dalszej części wywodu usłydzałam, że znajdą się od 3 tygodni, hm, potem dodała, że dziś jeszcze nie dzwonił i zaszlochała, spojrzałam na zegarek, było już grubo po ósmej, fakt świnia)

G : Ale dlaczego ty nic nie mówisz ? Powiem Ci, że wczoraj jak mi to powiedział, poryczałam się. Nie spodziewałam się tego ......

( postanowiłam pocieszyć, żeby pocieszyć i żeby zakończyć ten bolesny dla ucha monolog i całą rozmowę )

Ja : Nie przejmuj się Gośka ! To jakiś dupek, niech się wypcha, idź sobie gdzieś na imprezę i nie myśl o tym. ( starałam się być przekonująca)

G : Chyba żartujesz? W taki mróz ? A w ogóle dziwię ci się. Nie znasz człowieka, a tak krytykujesz. Jarek to bardzo fajny facet. Zaskoczyłaś mnie, negatywnie niestety, mówię ci szczerze.

Ja : Przecież sama mówiłaś.....

G : Ewa, no przestań. Dzwonisz do mnie raz na ruski rok i jeszcze jakieś takie dziwne teksty.

Ja : Ale to przecież ty do mnie dzwonisz !!!

G : Niee, tylko mnie za słówka nie łap, słuchaj będę kończyć, sorki, miło się gada, ale mam trochę roboty. Cześć

Ja : Cześć. ( opadłam na łóżko )

Za godzinę dostałam smsa : " Ewa, zauważyłam, że byłaś jakaś nieswoja, wydaje mi się, że masz poważne problemy, jakby coś to dzwoń, znamy się tyle lat. Gosia "

 

 

 

(Nie)wesołe życie staruszka

asprocolia

mrozrys. S. Mrożek (oczywiście)

Wczoraj babcie, a dziś dziadkowie mają swoje święto. To bardzo miłe dni, podobnie jak wszelkie inne uroczystości. Jakoś tak przy okazji o ludziach starszych przypominają sobie media, a co najważniejsze rodzina. Politycy przypomną sobie w okolicach kampanii wyborczej. Kwitnie komercja, czekoladki, cudowne eliksiry, witaminy. Serdeczne spotkania rodzinne, wnuki, które kochają swoich dziadków, a nierzadko również ich emerytury. A jutro.....codzienność. Zmagania z trudami losu, często niedostatek, chłód emocjonalny społeczeństwa i świat, który biegnie tak szybko, że nawet młodzi mają zadyszkę.

Chyba nigdy nie było łatwo być starym. Jednak pozycja dziadków w tradycyjnej rodzinie wielopokoleniowej była inna. Kiedyś seniorzy rodów mieli głos decydujący, z ich zdaniem każdy się liczył. A teraz.....jest inaczej. Teraz mądrość życiowa dla wielu jest raczej głupotą. Szkoda.

Mam wrażenie, że ludzie starsi są wykluczani z życia społecznego. Jakby to był bardzo wstydliwy problem. Knowania producentów botoxu i takich tam doprowadziły do tego, że starym być nie wolno. Trzeba tego unikać, a jak już się nie da to wypada zniknąć. Najlepiej w sanatorium na bezludnej wyspie.

A ludzie sędziwi, których znam bywają wspaniali. Podziwiam ich radość życia, samozaparcie. Zdolność radzenia sobie z trudnymi sytuacjami. Podoba mi się ich poczucie humoru i dystans do samych siebie. Nie poddają się, walczą do końca. Lubię słuchać, do jakich wniosków doszli po latach doświadczeń.

Pozdrawiam wszystkie panie i wszystkich panów w słusznym wieku, sto lat, zdrowia, radości i mocnych kości. Przepraszam, że życzenia takie praktyczne.

 

Teatrzyk Biała Mysz przedstawia sztukę ignorującą pt. " Do Luwru"

asprocolia

ODSŁONA PIERWSZA

Osoby dramatu :

Jurnalistka* , taka sobie kobietka, zasmucona, oznaki przygnębienia pokryte warstwą pudru transparentnego.

(czytaj żurnalistka, uwaga na wszelki wypadek)

Zenobiusz Ireowski, prezes firmy jakiejś tam, mądry, przystojny, rzutki inetelektualnie, wyrafinowany, ogólnie interesujący.

Miejsce dramatu: jakieś biuro, gabinet Ireowskiego, wyposażenie nowoczesne, ściany białe, podłoga czysta,a na niej krwistoczerwona linia, Ireowski siedzi za biurkiem, jurnalistka stoi, zauważa na biurku miseczkę z afrykańskiego drewna wypełnioną orzeszkami w czekoladzie, patrzy łapczywie i z pożądaniem, Ireowski dostrzega to i natychmiast chowa miseczkę do szuflady)

Gooonnnnnggggg!!!

Jurnalistka: Dzień dobry

Ireowski (spogląda na jurnalistkę zza ogromnego monitora, macha lekceważąco ręką)

: Proszę postawić krzesło przed czerwoną linią i usiąść.

Jurnalistka ( siada potulnie, następuje seria chrząknięć) : Drogi panie, dlaczego nie odpowiada pan na moje maile?

Ireowski: Nie mam motywu, już mówiłem.

Jurnalistka: Tak, tak.....rozumiem. A co u Pana ?

Ireowski: Nie będę odpowiadał na żadne pytania...

Jurnalistka: A co Pan sądzi o żywności modyfikowanej genetycznie?

Ireowski: Nie będę odpowiadał na żadne pytania....

Jurnalistka: Lubi Pan Szekspira?

Ireowski: Nie będę odpowiadał na żadne pytania...

Jurnalistka ( wyraźnie zirytowana bawi się srebrną bransoletką, bierze głęboki oddech..): Do you speak english?

Ireowski ( ożywia się wyraźnie, na jego twarzy pojawia się dziwny uśmiech, schyla się, wyciąga z kosza kowbojski kapelusz, zakłada, wstaje gwałtownie, szuka czegoś nerwowo, pod stertą teczek znajduje sporego, srebrnego kolta i mierzy w jurnalistkę)

Jurnalistka ( wstaje i bohatersko wystawia pierś, co w jej przypadku jest wyjątkowo proste): I bardzo dobrze, nie zniosłabym dłużej takiego lekceważenia!!! ( mimo wszelkich starań i zajęć w kółku teatralnym głos drży wcale nie teatralnie)

Rozlega się pif-paf, ze ściany spada firmowy zegar, Ireowski siada, kładzie nogi na biurku i zaczyna głośno śpiewać:

"Oh my darling, oh my darling Clementime......"

Jurnalistka ( opada na krzesło, spogląda na Ireowskiego i zauważa, że ma na sobie zielone skarpety w ogromniaste, czarne pająki, resztą sił buduje wypowiedź): Tyyyylko nie pająki....

Mdleje.

ODSŁONA DRUGA

Osoby dramatu:

Jurnalistka w głębokim dyskomforcie.

Redaktor Naczelny, przełożony jurnalistki, nerwus, raptus i kawał.....

Miejsce akcji: szpital powiatowy, wystrój wnętrza "wczesny Gierek", izolatka, na ścianach plansze z pasożytami przewodu pokarmowego, jurnalistka leży na metalowym łóżku, na stoliczku obok broszurka " Czerniak- podstępny zabójca"

Redaktor: Ależ droga koleżanko, to było niepotrzebne, tak dać się wyprowadzić z równowagi.....

Jurnalistka: Nie będę odpowiadała na żadne pytania...

Redaktor: Co teraz będzie z wywiadem? Pani naraża tygodnik na straty ! To brak profesjonalizmu !!!

Jurnalistka: Nie będę odpowiadała na żadne pytania...

Redaktor: Co pani ma zamiar z tym zrobić?

Jurnalistka : Jestem Wenus z Milo!!!! ( krzyczy donośnie , po czym wstaje, zsuwa z siebie zgrzebną koszulę szpitalną, blednie, kamienieje, po minucie odpada jej ręka lewa, potem prawa)

Redaktor ( zrezygnowany zwraca się do stojących obok sanitariuszy):  zawieźcie do Luwru, znowu wakat, znowu...

Kurtyna !!!

 

Nie lubię poniedziałków...nawet w ferie.

asprocolia

foka

Jak ja tęskniłam za tym dniem, budzik i ja na urlopie, dzień bez dzwonków, nie trzeba zdejmować piżamy, nie trzeba się czesać, nic nie trzeba. Już wczesnym rankiem ( czytaj około ósmej ) obudził mnie sms. Plus dziękował za zapłacenie rachunku. Zawsze źle mnie traktowali, raz spóźniłam się z zapłatą i zaraz takie uszczypliwości. Potem znów zapadłam w głęboki sen.Obudziłam się zmęczona. Nie wiedziałam czy spać dalej czy jednak  wstać. Spojrzałam na świat przez okno, ciemno, śnieg brudny,pusto jakoś, jedynie sikorka z żółtym brzuszkiem konsumowała słoninkę, ale potem i tak odleciała. Ogarnęła mnie tęsknota za lataniem i wielki żal , że nigdy tej umiejętności nie osiągnę. Nawet gdybym wychudła na wiór i tak nie porosnę pierzem, a kości nie staną się pneumatyczne. Włączyłam radio, akurat nadawali jakiś poradnik medyczny. Już po 15 minutach dowiedziałam się, że mogę być poważnie chora, a moje ciało jest magazynem strasznych toksyn. Hm, to może dlatego psy tak na mnie szczekają ? Jakby tego było mało za chwilę Ali Agca ogłosił koniec świata. Postanowiłam udusić radio poduszką. Niestety nie chciało się zamknąć. Śpiewało jakby nigdy nic. Podirytowana wzięłam prysznic, ubrałam się i zajęłam czymś konstruktywnym. Na dobry początek okazałam zainteresowanie tabliczce czekolady mlecznej, zastosowałam moją ulubioną zasadę: co zaczynam, to kończę.  Było mi niedobrze,ale jakby lepiej. Odkurzyłam, poczytałam, napisałam kilka maili i już wiem. Jeżeli te ferie mają mnie zrelaksować, muszę coś robić, nie mogę być taka mamałygowata, bo z relaksu nici. Działanie jest moim przeznaczeniem. Ale to dopiero jutro.....

© dyskretny urok codzienności
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci