Menu

dyskretny urok codzienności

opisywany przez heteroseksualne ciało pedagogiczne rodzaju żeńskiego oddające się wnikliwym studiom nad rodzajem męskim, choć rodzaj nijaki nie pozostaje bez znaczenia

Mężczyzna jest jak pociąg.......

asprocolia

Przelotowy
Nie zatrzymuje się wszędzie, małe stacje traktuje z lekceważeniem, jednak na tych bardziej atrakcyjnych miewa czasem dłuższy postój, nie zmienia swoich nawyków i gna do przodu bez spoglądania w przeszłość.


Przyspieszony
Niby się spieszy, ale często to tylko pozory, sama nieraz słyszałam, że pociąg przyspieszony będzie opóźniony.....
kiedy uwierzy się bezwarunkowo, że dzięki niemu szybciej dotrze się do celu, można przeżyć spore rozczarowanie, chociaż bez ryzyka daleko nie zajedziesz, wiadomo.

Towarowy
Nie należy do szczególnie atrakcyjnych, lotnych, bywa ociężały, a jego powierzchowność może budzić wiele zastrzeżeń, jednak wystarczy trochę farby, by to szybko uległo zmianie, na jego korzyść przemawiają praktyczność, prostota działania i przewidywalność, węglarka zawsze będzie węglarką, jest zapracowany, ale zna radość relaksu, wykonywana praca sprawia mu satysfakcję jednak rozmawia o tym tylko z innymi pociągami, wytrzymały na wstrząsy. 

Osobowy
Zdawałoby się przystępny dla każdego, co bardziej wymagający mogą za dopłatą podróżować w pierwszej klasie, należy jednak się zastanowić czy warto dopłacać do czegoś co niekoniecznie ma klasę W osobówkach można sobie pogadać, zdrzemnąć się, o  prawdziwym komforcie nie ma mowy, mało miejsca na bagaże, lepiej ograniczyć się do podręcznego.

Drezyna
Nie ruszy z miejsca bez pomocy, trzeba ją popchnąć, rozpędzić, bywają momenty, kiedy mknie z dość dobrą prędkością, ale bez wsparcia nie ujedzie daleko, ma swój urok, ale trzeba się napracować....

Orient Express
Pociąg marzenie, luksusowe sypialnie, wspaniała kuchnia, atłasowa tapicerka, eksluzywne towarzystwo, zapach cygar i francuskich perfum, takie pociągi to już praktycznie przeszłość, jednak tęsknota została, nawet zbrodnia nie odstrasza, wręcz przeciwnie czyni go bardziej zajmującym, co ciekawe niektórzy podróżujący nawet trzecia klasą w osobowym mają wrażenie, że to legendarny Orient Express, czasem w trakcie jazdy otwierają się oczy, ale bywa i tak, że złudzenie pozostaje do końca....życia.

Pociąg widmo
Tego pociągu nie ma, to znaczy jest w jakimś niezbyt zdrowym umyśle, czasem przybiera postać intercity, czasem drezyny, czasem żelaznego wilka, komuś się zdaje, że podróżuje albo czeka na podróż swojego życia, jedynym antidotum jest podróż towarowym z Supraśla do Małkinii, koniecznie nocą listopadową.

Intercity
jak podpowiada nazwa to pociągi, które łączą centra dużych miast oraz popularne ośrodki turystyczne, szybko, sprawnie, w miarę estetycznie, kawa w gratisie, fajna muzyka i takie zdziwienie, że już trzeba wysiadać, ces't la vie...


Szynobus
Kto wie czy ten model nie zawiera w sobie najgłębszej prawdy o mężczyźnie, najpierw kilka słów wyjaśnienia, szynobus to dość udana kompilacja autobusu z pociągiem, najfajniejsze w nim jest to, że mózg tego pojazdu bywa czasem na początku, czasem na końcu, wszystko zależy od okoliczności, motorniczy przemieszcza się to na początek to na koniec, a mimo tych rotacji podróżujący nie zauważa żadnej róznicy, to czytelny dowód, że przypisanie głowie właściwości sterowniczych jest jedynie stęchłym stereotypem.

Kolejka linowa,wąskotorowa, zabawkowa......

Tylko dla orlic i chłopców poniekąd...

Wszystkie modele znajdują wielu nabywców, wiadomo podróżować trzeba, wszystko zależy od priorytetów, upodobań, a czasem jest to po prostu ostatni pociąg do Iławy...

Lobo już wie......

asprocolia

 

Lobo obserwował kobietę z ogromną uwagą, badał jej cielesność z analityczną dokładnością. Ona podążała za nim... wzrokiem. Wszystko wskazywało na to, że oboje są zadowoleni z wyników obserwacji. Inspektor zauważył, że kobieta tak bardzo próbuje się ukryć pod szlafroczkiem, że widać jej coraz więcej. W jego umyśle pojawił się komunikat 80D, Lobo  uśmiechnąl się natychmiast, a ona korzystając z chwili nieuwagi wbiła się wzrokiem w jego tors . Zza rozpiętej koszuli w szkocką kratę, kupionej przez Celestę w biedronce, w ramach akcji: Jutro Dzień Ojca – nie zapomnij o tym , wyłaniał się gęsty gobelin. Lobo poczuł na sobie wzrok kobiety, było mu coraz cieplej.....
- Elwira, pozwól na chwilę - nie wiadomo skąd, w salonie pojawił się ten dupek mąż i przerwał tak miły rekonesans. Lobo znów był wściekły. Z głębi domu dochodził teatralnie ściszony głos dupka czyli męża :
- Jadę do Stacha, musi przysłać kogoś normalnego, ten pies jest z wydziału zabójstw, jak nie ma krwi niczego nie znajdzie, a kosiarka na gwarancji, ty go tu zagadaj, zaraz wracam, tylko ubierz się, bo cię pożre wzrokiem...
W drzwiach ponownie stanął ten nieznośny bachor, obserwował Lobo raczej podejrzliwie. Inspektor z kpiącym uśmiechem wyjął policyjna odznakę i zaczął się nią bawić od niechcenia, wiedział, że każdy chłopczyk marzy żeby potrzymać coś takiego przez chwilę. Spojrzał na malca i widział jaką walkę ze sobą toczy.
- Przegrałeś smarku, angielski w niczym ci nie pomoże – triumfował w myślach Zygmunt – no podejdź poproś... Malec rzeczywiście ruszył w stronę Lobo, niespodziewanie jednak skręcił w prawo i wyciągnął coś zza fotela . W oka mgnieniu wycelował tym czymś w inspektora, trysnął strumień zimnej wody,Lobo poczuł jak woda spływa po twarzy. Z krzykiem oburzenia wpadła Elwira:
- Ksawery, tak nie wolno, jesteś bardzo niegrzeczny,marsz natychmiast do pokoju !!!
Skarcony malec powoli wchodził po schodach, Lobo dopiero przejrzał na oczy i zaraz zauważył, że Elwira już nie ma szlafroczka, że mały sobie poszedł i w związku z tym nie zmiażdży go dzisiaj.
- Panie inspektorze nie wiem co mu się stało, to takie miłe dziecko - szczebiotała Elwira.
- Nie lubię gooooo!!! - krzyczał z góry malec, a Lobo zrozumiał wreszcie tytuł ulubionej powieści mamusi.  To co teraz czuł to była właśnie udręka i ekstaza.
- Wszyscy jesteśmy tacy zdenerwowani, przywiązaliśmy się do tej kosiarki, to dla nas wielka strata.....
Wyszli na taras, a potem do ogrodu, Zygmunt zastanawiał się dokąd prowadzi go ta piękna kobieta, stanęli przy wzniosłej tui, kobieta tak bardzo zbliżyła się do inspektora, że ten wtopił się w krzak, ale szybko poczuł opór pnia. To już koniec - pomyślał i nie uśmiechnął się nawet.
- Cholera, nie umyłem zębów – był na siebie wściekły Elwira zasmuciła się taką reakcją inspektora  więcej niż bardzo i zaczęła coś tam dłubać przy koronce.Zygmunt spojrzał w stronę płotu, na tarasie sąsiada stała pomarańczowa kosiarka.
- Czy państwa koronka to znaczy kosiarka była podobna do tej? – zapytał  lodowato.
-Tak ! - krzyknęła z radością kobieta - też taka pomarańczowa , z czarnym koszem,taki sam zielony kabel i .........- głos Elwiry zaczął się załamywać - nalepka  z piorunem na obudowie. Kobieta zaczęła strasznie szlochać. Lobo usiłować zrozumieć jej zachowanie,miał już nawet powiedzieć o nie umytych zębach, kiedy ta resztkami sił wychlipała:
- Zapomniałam, nikt jej nie ukradł, wczoraj, kiedy robiłam sobie maseczkę ogórkową, przyszedł sąsiad i pożyczyłam mu. Jej płacz był tak intensywny, że Lobo mając w pamięci swoje przeciekające buty zrobił spory krok w tył. Elwira szlochała dalej :
- Muszę o siebie dbać, przy maseczce nie można się rozpraszać, bo nie działa, mąż mnie zabije, niech pan coś wymyśli. Lobo zadziałał jak rasowy glina:
- Czy mąż pani groził?
- Nie, przecież to pierwsza kosiarka, którą nam ukradliiiii !!!
Postanowił zachować zimną krew, pożegnał szybko Elwirę i ruszył  w kierunku samochodu. Drogę zastąpił mu malec, inspektor odruchowo przysłonił oczy, ale nic nie spadło tym razem na jego twarz.
- Ja wiedziałem gdzie ona jest !!! - krzyknął malec i uciekł do kuchni.
Lobo był rozbity. Kosiarka, której nikt nie ukradł, 80D i ten smarkacz, który drwił z organu sprawiedliwości w jego osobie. Był zmęczony tym porankiem. Jednego tylko nie mógł pojąć jak można nazwać dziewczynkę Elwira.... It's my life....Znowu dzwonił szef:
Zzyyggmuuntt !!!- spaślak cedził na szczękościsku – dałeś dupy!!!!
- Właśnie, że nie dałem szefie – powiedział Lobo uśmiechając się szeroko mimo nieumytych zębów.

Szczęśliwej drogi Noah, wracaj szybko !!!!



-

Gazeta Wyborcza o Dniu Edukacji Narodowej !!!

asprocolia

.......czyli zawsze jest dobra okazja, żeby kopnąć kałamarza.

Jestem czytelniczką GW od bardzo dawna, ale denerwuje się „na nią” od kilku miesięcy i to dość porządnie. Chciałabym wiedzieć dlaczego GW nie lubi nauczycieli, dlaczego za pomocą nieprzemyślanych artykułów wzbudza społeczną niechęć, która potem spada na nauczyciela jak rozbryzgane błoto. Nie jestem osobą przewrażliwioną, czy też taką , która nie uznaje krytyki, chodzi tylko o rzetelną ocenę sytuacji i o pewną stosowność wypowiedzi. Najpierw oburzył mnie artykuł o czasie pracy nauczyciela, z pierwszej strony krzyczał tytuł donoszący, że nauczyciele pracują najmniej, czcionka była ogromna. Taką, można by oznajmić światu, że wynaleziono lek na raka trzustki. Przecież ja wiem, że statystycznie pracujemy krótko, jeżeli ktoś nie rozumie dlaczego tak jest, to niech do mnie zadzwoni, poopowiadam;)) 
Zaraz po ukazaniu się tego artykułu mnóstwo osób żądało wyjaśnień dlaczego mam tak dobrze. Gorące dyskusje przy stole i ja w tym wszystkim taka zadziwiona, przecież komuś kto w Wyborczej znalazł potwierdzenie, że jestem wielbłądem, nie udowodnię, że jednak jestem dziewczynką. Oczywiście byłoby jakieś wyjście, ale nauczyciel musi mieć czyste konto, inaczej straci pracę, a ja przecież ją lubię;))
Na początku września ukazał się artykuł: Kryzys straszy, ale nauczyciele dostaną podwyżki.
Czy trzeba czegoś więcej, przekaz tytułu jest jasny, nauczyciele przybijają gwóźdź do trumny, w której leży polska gospodarka. Tradycyjnie tabelka i adnotacja, że to zaledwie dwie trzecie zarobków, potem informacja o kilkunastu dodatkach. Wieczorem gorące gg, liczyłam ze znajomymi kredożercami te dodatki, za nic nie chciało wyjść kilkanaście, ale ludzie przeczytali i zapamiętali. Potem jeszcze informacja, że w wielu krajach ( Łotwa, Węgry) obcięto nauczycielom zarobki o 40%, cóż to bardzo przykre, ale pociecha z cudzych nieszczęść zawsze jest marna. Właściwie autorka mogla jeszcze dodać, że w starożytności nauczyciele byli zazwyczaj niewolnikami, to całkowicie rozwiązałoby problem:))
A dziś..... wstawiłam kwiatki do wazonu i z racji święta zamiast czynności rutynowych zabrałam się za lekturę Wyborczej. Już przy czwartej stronie zaczynałam się dziwić. Jak to? Ani słowa o Dniu Edukacji Narodowej. Strona szósta, krótka notka o Nauczycielu Roku 2009. Powyżej notka o doświadczeniach na lekcjach, podobno większość chemików, fizyków boi się je przeprowadzać, bo klasy zbyt liczne. Moim zdaniem słusznie. Jednak z artykułu płynie przesłanie, że brak im kreatywności. Prawda jest taka, że są po prostu rozsądni. Daję mój palec wskazujący pod topór kata, że gdyby na takiej lekcji coś się dziecku stało i w tej gazecie nie zabrakłoby opinii, że nauczyciel nie miał wyobraźni, a jego kreatywność każdy miałby w tym momencie w .......
Pani Aleksandro Pezdo i ewentualny psie pani Aleksandry Pezdy to nasz dzień, taka mała chwila radości, w dni świąteczne nie należy kopać !!!
To napisałam ja NAUCZYCIELKA...


Lobo na tropie

asprocolia

Lobo udał się w kierunku krzesła, położył na nim kartkę, a na niej słoik. Jego twarz wyrażała zniecierpliwienie. W takich chwilach Celesta zwykle mawiała:
-Daj na luz pyszczku. Lobo uśmiechnął się na to wspomnienie, rozpiął kurtkę i całkiem niespodziewanie ruszył w gąszcz. Po chwili cały las mieszany oraz jego mieszkańcy usłyszeli pełne pretensji zdanie wypowiedziane przez Lobo na stresowym wydechu:
- Wiiiiiiiiiiiiśśssnieeeeeeeeeeskaaaaaaaaaaa gdzieeeeeeeeeee łaziiiiiiiiiszzzzzzzzzz!?!?. Wszystkie loty i nieloty wzbiły się w powietrze, przy czym nieloty natychmiast spadły z hukiem. Ruda wiewiórka wdrapala się na czubek najwyższego drzewa by zobaczyć, kto wydaje tak dzikie dźwięki. W tym czasie z krzaków wyłoniła się okazała kobieta z dość widocznym zarostem. Spojrzała na słoik i powoli kończyła podciąganie spodni typu dres.
- Gdzie łazisz kobieto! Jagody są? - pokrzykiwał inspektor
- Zaraz widać, że dochodzeniówka -zarechotała Wiśniewska. Pewnie, że są, świeżutkie, nigdzie nie ma lepszych.
- To ile się należy ? – bąknął inspektor.Wiśniewska chciała napierw 10 złotych,ale Lobo przypomniał jej sprawę szwagra i bez szemrania zeszła do 8. Strażnik prawa mknął dalej, miał w planach dostarczenie słoika z jagódkami mamusi,a potem wpaść do firmy.Przypomniał sobie, że po pracy musi jeszcze wstąpić na pocztę, zapłaci Celeście za studia.Jak każda piękna kobieta w tym kraju studiowała marketing i zarządzanie, juz 7 rok.
- Dzielna dziewczyna- pomyślał z czułością o jej ksztaltnym biuście falującym pod wpływem emocji i nie tylko. Z komórki zaryczało: It's my life...
- Cholera – pomyślał Lobo- stary dzwoni, czego może chcieć ode mnie ten spaślak golonką karmiony?
- Lobo ty.........gdzie jesteś – warczał szef tradycyjnie zdenerwowany.
- Wyjeżdżam od matki właśnie – grzecznie objaśniał .
- Zygmunt nie pierd...dzwoniła matka, pytała czy jesteś w robocie, mówiła,że nocowałeś u szwagra, ale szwagier też dzwonił, daj spokój Zygmunt, tylko dupy ci w głowie !!!
- Ale szefie, jeszcze nie ma ósmej – delikatnie łagodził Lobo.
- Czy ty myślisz, że nie mam zegarka? Wem, że nie ma, nikogo tu nie ma, ty pierwszy odebrałeś telefon i ty pojedziesz na Kwiatową, było włamanie do garażu, szwagrowi komendanta ukradli kosiarkę......
Lobo postanowił zachować zimną krew,włączył płytę z angielskim dla opornych i karnie udał się na miejsce zdarzenia. Bez większego problemu znalazł okazałą willę, brama czekała otwarta, drzwi otworzyła powabna kobieta, Lobo chciał zawiesić na niej oko, ale oczywiście przypałętał się mąż, zaczął nadawać o tej kosiarce tak namiętnie jakby mu spalili dom i sprzedali działkę na której stał.Zaczął węszyć po ogrodzie, żadnych śladów. Wrócił do domu, właściciel dalej nadawał, nie potrafił jednak podać nazwy, cech charakterystycznych, w końcu poszedł na górę szukac karty gwarancyjnej, Lobo został sam. Patrzył na nowy zestaw kina domowego i z żalem ocenił, że go na taki nie stać.Nagle po schodach zbiegł jakiś dzieciak, stanął po środku i gapił się na inspektora.
-How do you do? - postanowił zastrzelić malca Lobo.
- I'm fine,and you? Lobo wiedział, że nienawidzi gówniarza, sam uczył się języka na 9 kursach, jeden był nawet z elementami akupunktury, zawsze dla poczatkujących, a jednak wciąż nie miał takiej swobody jak ten smark. Wściekły wycedził:
- Dlaczego nie jesteś w szkole?
- I'm four.
-Mógłbym zmiażdżyć go obcasem, nawet nie wiem czy mnie nie obraził, cholera musiałem opuścić jakąś lekcję - pomyślał. W salonie pojawiła się pani domu, odetchnął z ulgą.
cdn...


Pokłosie Nike czyli...a jak się nie oprę ;)))

asprocolia

Wczoraj przyznano literacką nagrodę Nike. Otrzymał ją poeta Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki. Cała moja wiedza na jego temat została zawarta w pierwszych zdaniach. Uczciłam jego sukces sporym kawałkiem sernika i zasnęłam dość spokojnie, jednak dziś w pracy pan Eugeniusz stanął mi kołkiem w gardle ( nie było to wcale jego zamierzeniem).Jadłam właśnie pyszną kanapeczkę z czerstwego pieczywa i śliskiej szynki, kiedy derekcja walnęła: a co pani sądzi o tym poecie, który zdobył Nike? Udawałam, że żuję kanapkę licząc, że coś/ktoś wybawi mnie z opresji, Niestety, nie miałam wyjścia musialam przełknąć na oczach tłumu, który czekał na moje słowo: noooo jest niezły. Dzwonek, mój przyjaciel dzwonek, tyle razy ocalil mnie przed kompromitacją i tym razem dryndnął.... Następne przerwy byłam pilnie zajęta. W domu postanowiłam zdobyć niezbędną wiedzę, by następnego dnia  błyszczeć w towarzystwie. No i zdobyłam. Notka niby w porządku, jednak te reklamy spowodowały, że zamówiłam natychmiast  tomik " Piosenka o zależnościach i uzależnieniach ". Żeby tylko po tym pić się nie chciało.....

Panie Eugeniuszu gratuluję szczerze :)

http://wyborcza.pl/1,76842,6641598,Eugeniusz_Tkaczyszyn_Dycki__Piosenka_o_zaleznosciach.html

© dyskretny urok codzienności
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci