Menu

dyskretny urok codzienności

opisywany przez heteroseksualne ciało pedagogiczne rodzaju żeńskiego oddające się wnikliwym studiom nad rodzajem męskim, choć rodzaj nijaki nie pozostaje bez znaczenia

Wywiadówka

asprocolia

Mam nieprzyjemność być wychowawczyną bardzo trudnej klasy. Ich poprzednia wychowawczyni jest na urlopie zdrowotnym. Dzieci bardzo się z tego powodu cieszą i mają nadzieję, że ze mną też się uda. Na razie idzie im nieżle. Na pierwszym zebraniu od garstki rodziców dowiedziałam się że jest źle, a będzie jeszcze gorzej. Podbudowana tą informacją zaczęłam patrzeć w przyszłość z nadzieją, że ....też pójdę na urlop zdrowotny. W czasie mojej absencji nikt nie chciał tam iść na zastępstwo, więc dyrekcja posyłała ich na świetlicę. Skutkiem czego pani świetliczanka też poszła na zwolnienie, a moi milusińscy byli wolni. Sukces goni sukces.

W końcu przyszła pora na wywiadówkę. Bardzo szybko okazało się, że zabraknie krzeseł. Niektórzy rodzice przyszli w parach, a nawet w trójkatach. Może objaśnię te trójkąty, to z reguły mama z partnerem plus biologiczny ojciec dziecka.Była też pani z niemowlęciem oraz pan z kilkuletnim chłopczykiem i samochodem na baterie, ktory to jeździł mi cały czas pod nogami.

Przygotowałam płomienną prelekcję na temat zaniedbań i kardynalnych błędów wychowawczych. Porobiłam notatki, zestawienia. Zrobiłam też paznokcie i makijaż. Założyłam bluzeczkę z konkretnym dekoltem i moją ulubioną biżuterię. Oczekując na przybycie pozostałych rodziców zostałam zagadnięta przez pana tatę, który chciałby już teraz porozmawiać o synku, bo jest tu eksżona z kochankiem i on tego nie zniesie. Nie zdołalam jednak nic powiedzieć, a już przy biurku stali eks i jej "kochanek". Ledwie zapanowałam na sytuacją.

Potem już tylko krzykliwa dyskusja, wzajemne oskarżanie i całkiem nieoczekiwane sytuacje. W momencie, kiedy zaczęłam mowić o zachowaniu konkretnego ucznia jedna z matek wyjęła pierś i zaczęła karmić niemowlaka. Ojciec tego niegrzecznego ( jaki piękny eufemizm ) wbił oczy w pierś karmiącej i przełykając ślinę nie odrywał od niej wzroku. Zobaczyłam cień porażki: mnie jako nauczycielki i mnie jako kobiety. Postanowiłam walczyć. Chrząknęłam znacząco i jednocześnie naciągnęłam sweterek w serek. Udało się, tatuś Konradka przeniósł swój wzrok na mój serek, a ja miażdżyłam go słownie.Kończąc wywód byłam przekonana, że zrozumiał do kogo piję. Usatysfakcjonowana chcialam przejść do kwestii tytoniowej, kiedy tenże zapytał:

- A o kogo tu chodzi, niech pani mówi z nazwiska, chce wiedzieć, kto jest takim lujem.

Czułam, że moja koncepcja runęła niczym domek z kart. Dopadł mnie kaszel, a jedna z mam stwierdziła, że powinnam jeszcze leżeć, bo rozsiewam bakterie. Potem były rozmowy w cztery oczy, choć tych oczu było czasem więcej. Zanotowałam sobie kilka złotych myśli.

Pan M. ( tatuś Karola, który ewidentnie jest dyslektykiem )

- w mojej rodzinie nie było i nie ma deslekcji, ma sie uczyć i koniec, nie ma mowy o poradni

Pani J. ( mama Weroniki )

- no wiem, że słabo czyta, mężowi też słabo szło w szkole, to w niego się wdała.

Pani Z. ( mama Jasia )

- pani ja mu dużo pomagam, zaraz po Klanie siadam z nim do lekcjI, czasem to do Samego Życia z nim siedzę.

Pan Ł. ( tata Szymona )

- pani sie za dużo przejmuje, no wiem, że nie czyta lektur , ale raka od tego nie dostanie.

 

Teatrzyk Biała Mysz przedstawia sztukę kulinarno-pożarniczą " Płonąca ryba"

asprocolia

Osoby dramatu:

autorka sztuki zmożona grypą i pragnieniem zjedzenia ryby w panierce

sąsiad wszechobecny i wszechwiedzący

sola, ryba morska w postaci filetu

Miejsce akcji : mieszkanie autorki

Wstęp : autorka po przebudzeniu zaczyna odczuwać pragnienie zjedzenia ryby w panierce, w tym celu zwleka udręczone ciało, wyjmuje filety, kładzie na ociekaczu i ponownie zasypia, budzi się późnym popołudniem, zauważa romrożoną rybę i postanawia jej dopiec, szybka panierka, patelnia, olej i dziwne uczucie chłodu.

autorka: pójdę po palarek ( myśli głośno i udaje się do sypialni, zupełnie nieoczekiwanie zasypia, budzi ją własny kaszel, otwiera oczy i zauważa, że pogorszyła jej się widoczność, potrzebuje jeszcze jednego oddechu, by zrozumieć, że.....pali się...... wpada do kuchni, gryzący dym każe wracać do okopów, w łazience zwija duży ręcznik i robi z niego osłonę, wraca do kuchni, bezgłośnie powtarza numery 999, 998, 121, 111, 112, 997, chwyta dymiącą patelnię i obiega całe mieszkanie niczym ksiądz ołtarz z kadzidłem, szuka miejsca gdzie można postawić  patelnię, dzięki temu całe mieszkanie jest już zadymione i bez świateł przeciwmgielnych jest coraz trudniej, wraca trzeźwość umysłu, zlewwwwww,no właśnie wszystko do zlewu,  w tym momencie rozlega się dzwonek do drzwi.

sąsiad : pani sąsiaaaaadkoooo, wszystko w porządku?

autorka z dymiącą nadal patelnią : a dziękuję, grypę mam, uhuhuh

sąsiad: oj to niedobrze, słyszała pani.....(dłuższy wywód na temat śmiertelnych ofiar)

autorka : przepraszam, muszę kończyć, ryba mi się przypala !!!

sąsiad : no właśnie, czuć swąd na klatce, musiałaby pani zmienić patelnię......(krótszy wywód o teflonie) dowidzeeeenia, życzę zdrowia !!!

I nikomu nie wolno się z tego śmiać....

asprocolia

Rzecz ma miejsce w klasie piątej. Odbywa się recytacja wiersza, następny w kolejności oczekuje Marcinek, dziecko oryginalne, bystre i mające szalone pomysły.

- A teraz wyrecytuję wiersz świętej pamięci Adama Mickiewicza !!! - wygłasza pełną piersią , a ja parskam śmiechem zaskoczona wypowiedzią. Zirytowany Marcinek nie daje za wygraną:

- Dlaczego pani się śmieje !!! Sprawdzałem w encyklopedii, Mickiewicz nie żyje !!!

 

M jak mieszkanie.

asprocolia

Właśnie dotarła do mnie radosna wiadomość, że moi krewni nabyli mieszkanie, pierwsze, własne. Ostateczny rozrachunek zmusza ich jednak do pozostania na emigracji przez następne kilka lat. Wtedy kredyt będzie spłacony i urządzą je tak jak zechcą. Coś mi się jednak zdaje, że za kilka lat znów pojawią się pilne potrzeby finamsowe. Póki co jest wielka radość, ale za tydzień powrót do Londynu. To strasznie smutne, że w naszym kraju nie sposób zapracować na własne mieszkanie. Niestety tak jest.

Przypominam sobie moją wielką radość, kiedy zostalam szczęśliwą posiadaczką M. Oprócz radości były chwile trwogi, smutku i cale morze obaw. Najpierw załatwianie kredytu. tydzień przed Bożym Narodzeniem pozbawiłam najbliższą rodzinę wszelkich środków. W trakcie podpisywania umowy kredytowej pani w banku uprzejmie poprosila o kilkaset złotych opłaty manipulacyjnej, a ja mialam garść bilonu do dyspozycji. Poczułam się podle, kiedy pani z drwiną stwierdziła : to pani nie ma ?!? Potem było już tylko lepiej. Mile wspominam pierwsze spotkanie z kierownikiem budowy. Barak, na stole zabłocone gumiaki, obok nich na alufolii nadgryziona kanapka, kierownika brak, wyłonił się za chwilę : żem rysik zgubił pani kochana.....A potem pani kochana w towarzystwie innych kochanych szukala kierownika po placu budowy. Dobrze, że w dzieciństwie często bawiłam się w chowanego. No i wreszcie odbiór i klucze, i wszystko moje. Uradowana postanowiłam dokonać inicjacji czyli mówiąc prościej zrobić siku na swoim. Wszystko szło gładko, nacisnęlam spłuczkę i .....popłynął wrzątek. To była zapowiedź tego co mnie czeka w najbliższym czasie. Wkrótce przekonalam się, że do fachowcow trzeba mówić językiem prostym acz dosadnym, nigdy nie byłam w tym dobra. Kiedyś w przypływie afektacji ociosałam słownie pewnego nieszczęśnika z energetyki myśląc że jest stolarzem na którego czekałam od tygodnia. Biedny elektryk zaczął się jąkać , a ja czując przewagę jechałam po nim jak po śliskiej podłodze. Kiedy zrobilam przerwę na wyrównanie oddechu nieszczęśnik wręczył mi klucze od skrzynki i zwiał bez pożegnania. Potem jeszcze szukałam z panem od płytek poziomów w łazience, bezskutecznie.............Teraz każdego miesiąca oddaje haracz do banku i cieszę się, że jestem u siebie.

.....a taki ptak sam sobie wybuduje, wymości i pomieszka ile trzeba. Nie wiem czy człowiek słusznie jest tym naczelnym.

gniazdko

© dyskretny urok codzienności
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci