Menu

dyskretny urok codzienności

opisywany przez heteroseksualne ciało pedagogiczne rodzaju żeńskiego oddające się wnikliwym studiom nad rodzajem męskim, choć rodzaj nijaki nie pozostaje bez znaczenia

Statystycznie

asprocolia

Temperatura : 38, 9

Stan konta : 16, 40

Godzina : 23.47

Stan lodówki : pasztet firmowy bez dodatków

Stan wody w spłuczce : zadowalający

Odimienniki reklamowe

asprocolia

Codziennie mijam witrynę sklepową, którą "zdobi" reklama firmy szyjącej kołdry. Reklam wszędzie pełno, ale ta jest jakaś swojska, prosta w przekazie, a nawet rubaszna. O proszę.
Najlepsze pierzyny u Katarzyny!
Chociaż aktualnie leżę w łóżeczku zgnębiona przeziębieniem, to jednak poszłam tym tropem. 
A oto wyniki tej przechadzki między kichnięciem a aspiryną.

U Dominiki bezbolesne zastrzyki.
Chcesz mieć domek z bajki, zamów projekt u Jacka i Majki.
U Wawrzyńca świeże wędliny z Tyńca.
U Augusty poznasz smak rozpusty.
Julita pomyśli z tobą o podwieszanych sufitach.
Tylko u Mikołaja znajdziesz taakie jaja !
U Zenobii ziemniaki z dużą ilością skrobii.
U Joanny pisuary i wanny.
U Odetty farby, kleje i tapetty.
U Wojciecha i dla impotenta znajdzie się pociecha.
U Kwiryny kosmetyki z dodatkiem uryny.
U Luizy wymienisz dewizy.
Gabinet u Aleksandry – leczymy z apatii i chandry.
Akupunktura i dzwony u znachorki Ilony.
U Błażeja na wstydliwe choroby nadzieja.
Uśmiechnie się dusza, gdy zjesz ciastko u Bogusza.
Zapraszamy na zajęcia z rytmiki u panny Scholastyki.  
Biuro matrymonialne u Metodego znajdzie ci coś wygodnego.
Pośrednictwo pracy – Kwiatkowski Ignacy.
W karczmie U Zyty wesołe kobity.
Antykwariat u Balbiny oferuje ciekawe woluminy.
Siłownia u Flawiusza nawet staruszka rozrusza.
U Medarda przednia pularda.
U kosmetyczki Ireny znajdziesz na rozstępy kremy.
Profesjonalna wycena nieruchomości u Juliana z Radości




Jak świnka w galopie.....

asprocolia

Wiedziałam, wiedziałam.....że to będzie trudny dzień.Musiałam pozwolić sobie na co najmniej trzy drzemki, bo kiedy zdobyłam się na ten heroiczy krok i ostatecznie zwloklam z łóżka było już strasznie poźno.Biegałam po mieszkaniu wykonując jakiś obłąkańczy taniec, majtki , jeden but, kolczyki, spodnie, herbata, zęby, gdzie są klucze....a włosy, o matkoooooooo, trzeba je uczesać, szybko, szybko, jest klucz, dlaczego ja kuleję,a but...już, biegnę,szybko, szybko...........
Szkoła, dyżur, sporo ofiar, są ranni, szybko, dzwonek, lekcja, dyżur, piiiiiiiiiiiiiiiiiiić, lekcja, ma pani ładne korale, dziękuję, szybciej, szybciej po kserówki, lekcja, dziś w temacie końcówka, dużo śmiechu, końcówki zawsze śmieszą, tyle ćwiczeń do zrobienia, szybciej, wolniej krzyczy klasa, siadam, duża przerwa, herbata, potem już z górki, mam wychodzić, woła derekcja. Informuje, że wychowanek był uprzejmy skomentować uwagę wożnego słowami” jebie mnie to”. Udaję teatralnie oburzenie, ale mam ochotę powiedzieć coś jakby podobnego. Autobus odjeżdża, ja zostaję, zostaje też rachunek do zapłacenia za net, wpadł mi dziś w ręce, niepotrzebnie, biegnę, szybko, szybko, jakies zakupy, krawcowa,bank.Mijam szmateks, na wystawie okrutnie pomarańczowy sweterek, piękny, będziesz mój, tym bardziej żeś okazały jako i ja, myślę, zrywam z wieszaka, biegnę do przymierzalni, wyprzedzam po drodze matkę z dzieckiem na ręku, stosem ubrań na dziecku, wpadam, zasłaniam,ubieram, jest taki jak chciałam, miękki, ciepły, bedzie mój. Wiem, nie miałam nic już sobie kupować, ale tak dawno nie kupowałam, chyba ostatnio w piątek, dla kobiety to wieczność.
Wyciągam zaskórniaki z działu: kataklizmy i sprawy ostateczne. Inne działy finansowe już opustoszały, eeee pożyczę sobie, przecież nie będzie powodzi, taka susza, zwalniam, staję w kolejce, wyciszam się, kolejka nie posuwa się, nasłuchuję:
- Kochana ja wszystko znam. Też swoje przeszłam.....
- To ile się należy kochana moja?
- Jak mówiłam kochana, osiem złotych.
- Jezu, Jezu jak ten grosz się rozlatuje....
- Ja ciebie kochana rozumiem, też człowiek kupuje....A co to jest w dzisiejszych czasach te osiem złotych. Nawet kila parówkowy kochana moja nie kupisz.....
Czuję, że jestem ugotowana, znajome mrowienie, mam już za sobą niewątpliwie fazę blanszowania. W jamie ustnej bulgocze gotowe do artykulacji pewne wyrażenie o wysokim stopniu wulgarności. Wiem, że tego nie powiem, jestem dobrze wychowana, mam prenumeratę kwartalnika Teatr, kolekcję płyt z muzyką poważną, interesuje się sztuką średniowieczną....Jednak coś tam wycedzam:
- Przepraszam, czy to jest sklep?
- Nie kochana, to lumpeks- odpowiada kochana kupująca i wraca do wcześniejszej rozmowy.....
Akcja nabiera tempa, rzucam sweterek do kosza, wybiegam szybko, omijam bank, nie czekam na zielone, przechodzę na czerwonym,wpadam do domu, siadam na łóżku i klnę siarczyście:
- ........mać, co za głupie baby, Miałabym fajny sweterek, gdyby nie te kochane parówkowe. Świat jest pełen mutantów, normalni kręcą im się między nogami. Nie będę sprzątała tego mieszkania, nie będę myła tych kubków, niech wszystko porośnie pleśnią, niech się tu zlezie robactwo z całego powiatu, niech alfonsi założą tu agencję towarzyską imienia kota Filemona i niech mnie wszyscy pocałują w czółko skoro po takim zaganianym dniu nie mogę sobie kupić sweterka. 
świnka

Gruszka (impresja sadowniczo - jesienna)

asprocolia

A ty co tak wisisz samiutka? Koleżanki już dawno dojrzały i spadły, a ty? Niektóre dały się zerwać i zamknąć w słoikach, inne zginęły od ciężkich ran zadanych przez szpaki. A ty ciągle wisisz sama, piękna i dumna. Rumienisz się tak ładnie, ile tajemnic, ile witamin skrywa twój miąższ. Kto to może wiedzieć...Twój los jest dawno przesądzony, podobnie jak mój, ale póki co obie trzymajmy się mocno tej gałęzi :)

w sadzie

Ksiegarnia?

asprocolia

Wracam do domu, zmęczona, senna i rozmarzona. Zawsze przed sobotą się rozmarzam........świt, dzwoni budzik, a ja go jednym ruchem zrzucam na podłogę, śpię jeszcze 2 godziny, wstaję i zabieram budzik do kuchni, miażdżę go tłuczkiem do kotletów, idę do łóżka i śpię dalej.......
Tak więc wracam do domu, na jednym z przystanków heroiczną próbę wejścia do autobusu podejmuje ostro zawiany facet. W końcu mu się udaje, usiłując zachować równowagę szuka czegoś w kieszeni.
-Gdzie tu jest kierowca?- wyrzuca z siebie resztkami sił. Wszyscy patrzą oniemiali, wszyscy wiedzą gdzie jest kierowca, a jednak nikt nie pomaga.
-Wypiłem, nie będę ukrywał, autko zostało na placu- bełkocze i pokazuje kluczyki z dumą Nikt nie klaszcze. Autobus rusza, prawa fizyki połączone z ociężałością poalkoholową rzucają faceta........na mnie. Nie jestem zdziwiona. W końcu to na moją głowę narobił ptak , kiedy wypłacałam pieniądze z bankomatu. Potem szłam z tą kupą do domu, bo co miałam zrobić.Wetrzeć ? Na zakręcie udaje mi się zepchnąć ten zezwłok, który zaczął już na mnie zasypiać, na sąsiednie siedzenie.Wyrażnie przebudzony zaczyna mi sie uważnie przyglądać. Jest mu ciężko. Powieki mu opadają, brak synchronii zawęża pole widzenia.
-Zdzoooo domku?- pyta kurtuazyjnie. Jako osoba w zasadzie dobrze wychowana wycedzam zdawkową odpowiedź odwrócona w stronę szyby.
- Tak, do domku. Opary alkoholu otoczają mnie zwartym pierścieniem, pojawił się pomysł żeby się przesiąść.Niestety jedyne wolne miejsce zajmowała opasła torba z zakupami. Jej właścicielka również opasła bynajmniej nie wyglądała na uprzejmą. Musiałam zrezygnować.
- Kiedyś trzeba wrócić do domu – dotarło do mnie wyznanie nowego znajomego- żona będzie dużo mówić, wssssspsspaniała kobieta, ale mówi. Wymowny gest rezygnacji. 
- Zsszssz pracy? Już całkiem spokojna odpowiadam, że tak. 
- Fiiiiizyczna czy uumysłowa?
- I taka i taka – mówię i myślę sobię, że skoro Odyseuszowi się udało to i ja kiedyś zakończę tę podróż.                                                                                                                         - Ksiegarnia? Zgadłem?



© dyskretny urok codzienności
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci