Menu

dyskretny urok codzienności

opisywany przez heteroseksualne ciało pedagogiczne rodzaju żeńskiego oddające się wnikliwym studiom nad rodzajem męskim, choć rodzaj nijaki nie pozostaje bez znaczenia

Mścisław reaktywacja

asprocolia

To był kolejny zimny dzień.... Wiało, huczało i mroziło wszystko co żywe. Nawet psy uciekały z porannego spaceru, no i w drodze do pracy nie spotkałam żadnego bezdomnego... znaczy się zima przyszła. Po pracy biegusiem na angielski, po angielskim krótki postój u koleżanki. Oglądanie fotek, martini, rozmowy, martini, słuchanie muzyki, martini i wreszcie powrót domu, herbata. Autobus uciekł, więc był spacerek pod wiatr przez czapki bez most. Zamarzłam, a wraz ze mną  zamarzło martini w żołądku, chociaż piłam bez lodu miałam wrażenie, że mam tam w sobie z dziesięć kostek. Trzeba było się ratować, gorąca kąpiel o ogromną ilością piany. Zanurzenie, chwilowy szok termiczny, a potem błogość. Zamknęłam oczy i dałam się złapać w szpony wyobrażni. Po chwili byłam małą puszystą owieczką co wieczór kąpaną w różowym silanie, spacerowałam po pięknej ukwieconej łące, skubałam słodką koniczynkę i aromatyczny mleczyk. Byłam spokojna, nie chodziłam przecież do pracy, a wilki już dawno wyginęły. Można je było oglądac jedynie w Muzem Archeologii Drapieżnej w postaci skostnialej całkowicie. Słonko delikatnie muskało mój pyszczek, a futerko było takie cieplutkie choć wcale nie było mi gorąco. Nawet zaczynało być chłodno....
- Obudź się kobietoooo – otworzyłam oczy – no wyłaź z tej wannyyyy !!!- ktoś krzyczał.
- Zaraz, zaraz – pomyślałam – skoro już się obudzilam i nie śnię to kto do cholery do mnie mówi ? Nagle na cieniutkiej nitce zjechał nad wannę znajomy pająk, pomieszkiwał u mnie trochę, ale gdzieś w okolicach Wielkiejnocy spuściłam go do kanału, wcześniej nazywalam go Mścislawem, bo uciekał skutecznie przed przeznaczeniem i wytrwale produkowal pajęczynki.
- Mścisław ty żyjesz, ty mówisz, to niemożliwe – powiedziałam drżącym głosem i nasunęłam resztki piany w okolice okolic.
- Żyję, żyję – wychrapał smętnie – w ostatniej chwili złapałem się kostki WC, swoją drogą niespodziewałem się tego po tobie, ale na co tu liczyć, człowiek, kobieta, wiadomo...
Byłam zdezorientowana, w sumie trochę głupio tak spuścić pająka do kanału, ale rozgniatanie na ścianie też nie jest fajne, a i ścianę można pobrudzić. Postanowiłam być twarda.
- Jutro zanoszę cię do piwnicy, a teraz śmigaj na górę !
- Nie ma takiej opcji, nie jestem samobójcą, zostaję tutaj – odparował z ogromną stanowczością.
- O nieee, ja tu rządzę, nie możesz zostać, nie masz meldunku – powiedziałam co pomyślałam.
On jednak nie ustępował, stanęło na tym, że zrobi pajęczynkę za pralką, a jak ktoś zajrzy ugryzie dla zmylenia. Potem kazałam mu wejść na górę i odwrócić się. Sama pospiesznie wyskoczyłam z wanny i pobiegłam do laptopika, wystukałam hasło : porady psychiatryczne 24 h, streściłam problem i po jakiejś godzinie otrzymałam odpowiedź : proszę nie stosować gorących kąpieli, skraplająca się para wodna szkodzi pająkom i ich sieciom.

Zielone światło dla człowieka...

asprocolia

Podobno wszystko na świecie istnieje po to, by znaleźć się w książce. Rzeczywiście jesteśmy czasami świadkami takich zdarzeń, sytuacji, że chce się je utrwalić. To tak jak z robieniem zdjęć. Dziś wracając z zakupów przyglądałam się pośpiechowi w jakim ludzie kupują, rozmawiają, spacerują. W przededniu Wszystkich Świętych,  mimo tego pośpiechu, mimo komercji, która towarzyszy przecież już wszystkiemu czuć było ten reflaksyjny nastrój. Zaduma nadchodzącego święta zachęcila mnie do „niepośpiechu”. Zbliżałam się do przejścia dla pieszych. Postanowiłam, że nie będę biegła skoro już jest zielone. Innego zdania była staruszka z białą chryzantemą i reklamówką pełną jabłek, która nagle przyspieszyla kroku, starała się bardzo, ale jej kroczki były drobne i jakieś takie szurające. Była zaledwie w połowie drogi, kiedy pokazało się żółte, starala się iść jeszcze szybciej i w tym momencie pękła reklamówka, a jabłka rozsypaly się na wszystkie strony świata. Natychmiast pojawiło się zielone. Staruszka stanęła i uniosła rękę z rozerwaną reklamówką do góry w geście ogromnej rozpaczy. Jakieś ecce homo w eleganckim aucie nacisnęło na klakson. Zamarłam. Nieoczekiwanie z ogromnego tira stojącego na drugim pasie wyskoczył mężczyzna. Najpierw pokazał gest Kozakiewicza tym w eleganckim aucie, a potem ruszył do zbierania jabłek. Staruszka nadstawiła torebkę, kiedy jabłka były prawie zebrane odprowadził ją na chodnik. Auta ruszyły. Dotarłam do przejścia, za moment pojawiło się zielone. Przechodząc przez pasy zobaczyłam zmiażdżone jabłko. Dobrze, że jabłko.....
Dziękuję panu z tira za to, że zachował się jak człowiek na oczach mało ludzkich ludzi.

Kupywator....czyli facet na zakupach.

asprocolia

Słowem wstępu. Powszechnie wiadomo, że kobieta ma naturalne zdolności w tej dziedzinie. Ledwie zacznie chodzić już bawi się w sklep.  Najpierw każda chce być sklepową, bo to daje władzę, potem to się zmienia. Chęć posiadania władzy oczywiście pozostaje, ale  można ją zdobyć w zupełnie inny sposób. Z biegem lat odkrywa nowe horyzonty kupowania i w pewnym wieku wie czego potrzebuje,  by w trudnych chwilach poczuć się odrobinę lepiej. Oczywiście.... musi sobie coś kupić. Nawet taki drobiazg jak błyszczyk poprawia humor. Tak jest z kobietami..

Facet to zupełnie inna historia, przede wszystkim lubi kupować rzeczy większe ( samochody ),odrażajaco praktyczne ( wiertarka udarowa ), prozaiczne ( salceson ) lub niebywale skomplikowane. Obserwacja facetów na zakupach pozwoliła mi  opracować pewną typologię. Od razu zaznaczę, że nie wyczerpałam jeszcze wszystkich możliwości, ale nie lubię wyczerpywać...

Zakupywator dociekliwy

Poznajemy go po dwóch rzeczach : po kartce z listą zakupów w jednej ręce i komórce w drugiej. Chociaż żona, mamusia, przyjaciółka, teściowa napisały na karteczce co ma kupić, rodzą się w jego umyśle wątpliwości. Wtedy dzwoni, wysyła smsy i mmsy. Kiedyś zobaczyłam jak facet strzelał fotkę migdałom, ponieważ zauważył moje zdziwienie, natychmiast objaśnił: napisała mi płatki, ale są jakieś słupki, wolę spytać niż słuchać pięć dni. No fakt.

Odwodnik

Wzbudza zachwyt kobiet, które kupują lub wysyłają na zakupy inne "typy". W sklepie pogodny, uśmiechnięty, niekonfliktowy i dziwnie cierpliwy. W domu zaczyna się otwierać... nigdy bym tego nie kupił, wiedziałem, że nie będzie pasować, chciałaś to masz. I potem się dziwić, że w grudziądzkim zakładzie karnym wszystkie pokoje zajęte na najbliższe pięć lat...

Tyłowiec

Zawsze stoi przed sklepem, kiedy żona, mamusia, przyjaciółka, teściowa robią zakupy on z miną " za wolność waszą i naszą " wyczekuje, przyjmuje słowa współczucia od przyjaciół i zwykle mówi : no myślałem, że nigdy stamtąd nie wyjdziesz.

Szybkościowiec

Chce jak najszybciej kupić i jak najszybciej wyjść z tego miejsca. Denerwują go ekspedientki, oświetlenie w sklepie, kolor wykładziny. Kiedy chce kupić koszulę chwyta pierwszą z brzegu, zazwyczaj w takim kolorze w jakim ma i syczy do towarzyszki zakupowej eskapady : dooobra, bierzemy i idziemy stąd.

Yeti

Praktycznie takich nie ma, ale..... Ona mierzy buty, pasują jej takie i jeszcze takie, nie wie na które się zdecydować. Wtedy on, świadomy siebie mówi: weź obie pary skoro ci się podobają.

cdn.

 

 

Mężczyzna jest jak pociąg.......

asprocolia

Przelotowy
Nie zatrzymuje się wszędzie, małe stacje traktuje z lekceważeniem, jednak na tych bardziej atrakcyjnych miewa czasem dłuższy postój, nie zmienia swoich nawyków i gna do przodu bez spoglądania w przeszłość.


Przyspieszony
Niby się spieszy, ale często to tylko pozory, sama nieraz słyszałam, że pociąg przyspieszony będzie opóźniony.....
kiedy uwierzy się bezwarunkowo, że dzięki niemu szybciej dotrze się do celu, można przeżyć spore rozczarowanie, chociaż bez ryzyka daleko nie zajedziesz, wiadomo.

Towarowy
Nie należy do szczególnie atrakcyjnych, lotnych, bywa ociężały, a jego powierzchowność może budzić wiele zastrzeżeń, jednak wystarczy trochę farby, by to szybko uległo zmianie, na jego korzyść przemawiają praktyczność, prostota działania i przewidywalność, węglarka zawsze będzie węglarką, jest zapracowany, ale zna radość relaksu, wykonywana praca sprawia mu satysfakcję jednak rozmawia o tym tylko z innymi pociągami, wytrzymały na wstrząsy. 

Osobowy
Zdawałoby się przystępny dla każdego, co bardziej wymagający mogą za dopłatą podróżować w pierwszej klasie, należy jednak się zastanowić czy warto dopłacać do czegoś co niekoniecznie ma klasę W osobówkach można sobie pogadać, zdrzemnąć się, o  prawdziwym komforcie nie ma mowy, mało miejsca na bagaże, lepiej ograniczyć się do podręcznego.

Drezyna
Nie ruszy z miejsca bez pomocy, trzeba ją popchnąć, rozpędzić, bywają momenty, kiedy mknie z dość dobrą prędkością, ale bez wsparcia nie ujedzie daleko, ma swój urok, ale trzeba się napracować....

Orient Express
Pociąg marzenie, luksusowe sypialnie, wspaniała kuchnia, atłasowa tapicerka, eksluzywne towarzystwo, zapach cygar i francuskich perfum, takie pociągi to już praktycznie przeszłość, jednak tęsknota została, nawet zbrodnia nie odstrasza, wręcz przeciwnie czyni go bardziej zajmującym, co ciekawe niektórzy podróżujący nawet trzecia klasą w osobowym mają wrażenie, że to legendarny Orient Express, czasem w trakcie jazdy otwierają się oczy, ale bywa i tak, że złudzenie pozostaje do końca....życia.

Pociąg widmo
Tego pociągu nie ma, to znaczy jest w jakimś niezbyt zdrowym umyśle, czasem przybiera postać intercity, czasem drezyny, czasem żelaznego wilka, komuś się zdaje, że podróżuje albo czeka na podróż swojego życia, jedynym antidotum jest podróż towarowym z Supraśla do Małkinii, koniecznie nocą listopadową.

Intercity
jak podpowiada nazwa to pociągi, które łączą centra dużych miast oraz popularne ośrodki turystyczne, szybko, sprawnie, w miarę estetycznie, kawa w gratisie, fajna muzyka i takie zdziwienie, że już trzeba wysiadać, ces't la vie...


Szynobus
Kto wie czy ten model nie zawiera w sobie najgłębszej prawdy o mężczyźnie, najpierw kilka słów wyjaśnienia, szynobus to dość udana kompilacja autobusu z pociągiem, najfajniejsze w nim jest to, że mózg tego pojazdu bywa czasem na początku, czasem na końcu, wszystko zależy od okoliczności, motorniczy przemieszcza się to na początek to na koniec, a mimo tych rotacji podróżujący nie zauważa żadnej róznicy, to czytelny dowód, że przypisanie głowie właściwości sterowniczych jest jedynie stęchłym stereotypem.

Kolejka linowa,wąskotorowa, zabawkowa......

Tylko dla orlic i chłopców poniekąd...

Wszystkie modele znajdują wielu nabywców, wiadomo podróżować trzeba, wszystko zależy od priorytetów, upodobań, a czasem jest to po prostu ostatni pociąg do Iławy...

Lobo już wie......

asprocolia

 

Lobo obserwował kobietę z ogromną uwagą, badał jej cielesność z analityczną dokładnością. Ona podążała za nim... wzrokiem. Wszystko wskazywało na to, że oboje są zadowoleni z wyników obserwacji. Inspektor zauważył, że kobieta tak bardzo próbuje się ukryć pod szlafroczkiem, że widać jej coraz więcej. W jego umyśle pojawił się komunikat 80D, Lobo  uśmiechnąl się natychmiast, a ona korzystając z chwili nieuwagi wbiła się wzrokiem w jego tors . Zza rozpiętej koszuli w szkocką kratę, kupionej przez Celestę w biedronce, w ramach akcji: Jutro Dzień Ojca – nie zapomnij o tym , wyłaniał się gęsty gobelin. Lobo poczuł na sobie wzrok kobiety, było mu coraz cieplej.....
- Elwira, pozwól na chwilę - nie wiadomo skąd, w salonie pojawił się ten dupek mąż i przerwał tak miły rekonesans. Lobo znów był wściekły. Z głębi domu dochodził teatralnie ściszony głos dupka czyli męża :
- Jadę do Stacha, musi przysłać kogoś normalnego, ten pies jest z wydziału zabójstw, jak nie ma krwi niczego nie znajdzie, a kosiarka na gwarancji, ty go tu zagadaj, zaraz wracam, tylko ubierz się, bo cię pożre wzrokiem...
W drzwiach ponownie stanął ten nieznośny bachor, obserwował Lobo raczej podejrzliwie. Inspektor z kpiącym uśmiechem wyjął policyjna odznakę i zaczął się nią bawić od niechcenia, wiedział, że każdy chłopczyk marzy żeby potrzymać coś takiego przez chwilę. Spojrzał na malca i widział jaką walkę ze sobą toczy.
- Przegrałeś smarku, angielski w niczym ci nie pomoże – triumfował w myślach Zygmunt – no podejdź poproś... Malec rzeczywiście ruszył w stronę Lobo, niespodziewanie jednak skręcił w prawo i wyciągnął coś zza fotela . W oka mgnieniu wycelował tym czymś w inspektora, trysnął strumień zimnej wody,Lobo poczuł jak woda spływa po twarzy. Z krzykiem oburzenia wpadła Elwira:
- Ksawery, tak nie wolno, jesteś bardzo niegrzeczny,marsz natychmiast do pokoju !!!
Skarcony malec powoli wchodził po schodach, Lobo dopiero przejrzał na oczy i zaraz zauważył, że Elwira już nie ma szlafroczka, że mały sobie poszedł i w związku z tym nie zmiażdży go dzisiaj.
- Panie inspektorze nie wiem co mu się stało, to takie miłe dziecko - szczebiotała Elwira.
- Nie lubię gooooo!!! - krzyczał z góry malec, a Lobo zrozumiał wreszcie tytuł ulubionej powieści mamusi.  To co teraz czuł to była właśnie udręka i ekstaza.
- Wszyscy jesteśmy tacy zdenerwowani, przywiązaliśmy się do tej kosiarki, to dla nas wielka strata.....
Wyszli na taras, a potem do ogrodu, Zygmunt zastanawiał się dokąd prowadzi go ta piękna kobieta, stanęli przy wzniosłej tui, kobieta tak bardzo zbliżyła się do inspektora, że ten wtopił się w krzak, ale szybko poczuł opór pnia. To już koniec - pomyślał i nie uśmiechnął się nawet.
- Cholera, nie umyłem zębów – był na siebie wściekły Elwira zasmuciła się taką reakcją inspektora  więcej niż bardzo i zaczęła coś tam dłubać przy koronce.Zygmunt spojrzał w stronę płotu, na tarasie sąsiada stała pomarańczowa kosiarka.
- Czy państwa koronka to znaczy kosiarka była podobna do tej? – zapytał  lodowato.
-Tak ! - krzyknęła z radością kobieta - też taka pomarańczowa , z czarnym koszem,taki sam zielony kabel i .........- głos Elwiry zaczął się załamywać - nalepka  z piorunem na obudowie. Kobieta zaczęła strasznie szlochać. Lobo usiłować zrozumieć jej zachowanie,miał już nawet powiedzieć o nie umytych zębach, kiedy ta resztkami sił wychlipała:
- Zapomniałam, nikt jej nie ukradł, wczoraj, kiedy robiłam sobie maseczkę ogórkową, przyszedł sąsiad i pożyczyłam mu. Jej płacz był tak intensywny, że Lobo mając w pamięci swoje przeciekające buty zrobił spory krok w tył. Elwira szlochała dalej :
- Muszę o siebie dbać, przy maseczce nie można się rozpraszać, bo nie działa, mąż mnie zabije, niech pan coś wymyśli. Lobo zadziałał jak rasowy glina:
- Czy mąż pani groził?
- Nie, przecież to pierwsza kosiarka, którą nam ukradliiiii !!!
Postanowił zachować zimną krew, pożegnał szybko Elwirę i ruszył  w kierunku samochodu. Drogę zastąpił mu malec, inspektor odruchowo przysłonił oczy, ale nic nie spadło tym razem na jego twarz.
- Ja wiedziałem gdzie ona jest !!! - krzyknął malec i uciekł do kuchni.
Lobo był rozbity. Kosiarka, której nikt nie ukradł, 80D i ten smarkacz, który drwił z organu sprawiedliwości w jego osobie. Był zmęczony tym porankiem. Jednego tylko nie mógł pojąć jak można nazwać dziewczynkę Elwira.... It's my life....Znowu dzwonił szef:
Zzyyggmuuntt !!!- spaślak cedził na szczękościsku – dałeś dupy!!!!
- Właśnie, że nie dałem szefie – powiedział Lobo uśmiechając się szeroko mimo nieumytych zębów.

Szczęśliwej drogi Noah, wracaj szybko !!!!



-

© dyskretny urok codzienności
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci