Menu

dyskretny urok codzienności

opisywany przez heteroseksualne ciało pedagogiczne rodzaju żeńskiego oddające się wnikliwym studiom nad rodzajem męskim, choć rodzaj nijaki nie pozostaje bez znaczenia

Jak świnka w galopie.....

asprocolia

Wiedziałam, wiedziałam.....że to będzie trudny dzień.Musiałam pozwolić sobie na co najmniej trzy drzemki, bo kiedy zdobyłam się na ten heroiczy krok i ostatecznie zwloklam z łóżka było już strasznie poźno.Biegałam po mieszkaniu wykonując jakiś obłąkańczy taniec, majtki , jeden but, kolczyki, spodnie, herbata, zęby, gdzie są klucze....a włosy, o matkoooooooo, trzeba je uczesać, szybko, szybko, jest klucz, dlaczego ja kuleję,a but...już, biegnę,szybko, szybko...........
Szkoła, dyżur, sporo ofiar, są ranni, szybko, dzwonek, lekcja, dyżur, piiiiiiiiiiiiiiiiiiić, lekcja, ma pani ładne korale, dziękuję, szybciej, szybciej po kserówki, lekcja, dziś w temacie końcówka, dużo śmiechu, końcówki zawsze śmieszą, tyle ćwiczeń do zrobienia, szybciej, wolniej krzyczy klasa, siadam, duża przerwa, herbata, potem już z górki, mam wychodzić, woła derekcja. Informuje, że wychowanek był uprzejmy skomentować uwagę wożnego słowami” jebie mnie to”. Udaję teatralnie oburzenie, ale mam ochotę powiedzieć coś jakby podobnego. Autobus odjeżdża, ja zostaję, zostaje też rachunek do zapłacenia za net, wpadł mi dziś w ręce, niepotrzebnie, biegnę, szybko, szybko, jakies zakupy, krawcowa,bank.Mijam szmateks, na wystawie okrutnie pomarańczowy sweterek, piękny, będziesz mój, tym bardziej żeś okazały jako i ja, myślę, zrywam z wieszaka, biegnę do przymierzalni, wyprzedzam po drodze matkę z dzieckiem na ręku, stosem ubrań na dziecku, wpadam, zasłaniam,ubieram, jest taki jak chciałam, miękki, ciepły, bedzie mój. Wiem, nie miałam nic już sobie kupować, ale tak dawno nie kupowałam, chyba ostatnio w piątek, dla kobiety to wieczność.
Wyciągam zaskórniaki z działu: kataklizmy i sprawy ostateczne. Inne działy finansowe już opustoszały, eeee pożyczę sobie, przecież nie będzie powodzi, taka susza, zwalniam, staję w kolejce, wyciszam się, kolejka nie posuwa się, nasłuchuję:
- Kochana ja wszystko znam. Też swoje przeszłam.....
- To ile się należy kochana moja?
- Jak mówiłam kochana, osiem złotych.
- Jezu, Jezu jak ten grosz się rozlatuje....
- Ja ciebie kochana rozumiem, też człowiek kupuje....A co to jest w dzisiejszych czasach te osiem złotych. Nawet kila parówkowy kochana moja nie kupisz.....
Czuję, że jestem ugotowana, znajome mrowienie, mam już za sobą niewątpliwie fazę blanszowania. W jamie ustnej bulgocze gotowe do artykulacji pewne wyrażenie o wysokim stopniu wulgarności. Wiem, że tego nie powiem, jestem dobrze wychowana, mam prenumeratę kwartalnika Teatr, kolekcję płyt z muzyką poważną, interesuje się sztuką średniowieczną....Jednak coś tam wycedzam:
- Przepraszam, czy to jest sklep?
- Nie kochana, to lumpeks- odpowiada kochana kupująca i wraca do wcześniejszej rozmowy.....
Akcja nabiera tempa, rzucam sweterek do kosza, wybiegam szybko, omijam bank, nie czekam na zielone, przechodzę na czerwonym,wpadam do domu, siadam na łóżku i klnę siarczyście:
- ........mać, co za głupie baby, Miałabym fajny sweterek, gdyby nie te kochane parówkowe. Świat jest pełen mutantów, normalni kręcą im się między nogami. Nie będę sprzątała tego mieszkania, nie będę myła tych kubków, niech wszystko porośnie pleśnią, niech się tu zlezie robactwo z całego powiatu, niech alfonsi założą tu agencję towarzyską imienia kota Filemona i niech mnie wszyscy pocałują w czółko skoro po takim zaganianym dniu nie mogę sobie kupić sweterka. 
świnka

Gruszka (impresja sadowniczo - jesienna)

asprocolia

A ty co tak wisisz samiutka? Koleżanki już dawno dojrzały i spadły, a ty? Niektóre dały się zerwać i zamknąć w słoikach, inne zginęły od ciężkich ran zadanych przez szpaki. A ty ciągle wisisz sama, piękna i dumna. Rumienisz się tak ładnie, ile tajemnic, ile witamin skrywa twój miąższ. Kto to może wiedzieć...Twój los jest dawno przesądzony, podobnie jak mój, ale póki co obie trzymajmy się mocno tej gałęzi :)

w sadzie

Ksiegarnia?

asprocolia

Wracam do domu, zmęczona, senna i rozmarzona. Zawsze przed sobotą się rozmarzam........świt, dzwoni budzik, a ja go jednym ruchem zrzucam na podłogę, śpię jeszcze 2 godziny, wstaję i zabieram budzik do kuchni, miażdżę go tłuczkiem do kotletów, idę do łóżka i śpię dalej.......
Tak więc wracam do domu, na jednym z przystanków heroiczną próbę wejścia do autobusu podejmuje ostro zawiany facet. W końcu mu się udaje, usiłując zachować równowagę szuka czegoś w kieszeni.
-Gdzie tu jest kierowca?- wyrzuca z siebie resztkami sił. Wszyscy patrzą oniemiali, wszyscy wiedzą gdzie jest kierowca, a jednak nikt nie pomaga.
-Wypiłem, nie będę ukrywał, autko zostało na placu- bełkocze i pokazuje kluczyki z dumą Nikt nie klaszcze. Autobus rusza, prawa fizyki połączone z ociężałością poalkoholową rzucają faceta........na mnie. Nie jestem zdziwiona. W końcu to na moją głowę narobił ptak , kiedy wypłacałam pieniądze z bankomatu. Potem szłam z tą kupą do domu, bo co miałam zrobić.Wetrzeć ? Na zakręcie udaje mi się zepchnąć ten zezwłok, który zaczął już na mnie zasypiać, na sąsiednie siedzenie.Wyrażnie przebudzony zaczyna mi sie uważnie przyglądać. Jest mu ciężko. Powieki mu opadają, brak synchronii zawęża pole widzenia.
-Zdzoooo domku?- pyta kurtuazyjnie. Jako osoba w zasadzie dobrze wychowana wycedzam zdawkową odpowiedź odwrócona w stronę szyby.
- Tak, do domku. Opary alkoholu otoczają mnie zwartym pierścieniem, pojawił się pomysł żeby się przesiąść.Niestety jedyne wolne miejsce zajmowała opasła torba z zakupami. Jej właścicielka również opasła bynajmniej nie wyglądała na uprzejmą. Musiałam zrezygnować.
- Kiedyś trzeba wrócić do domu – dotarło do mnie wyznanie nowego znajomego- żona będzie dużo mówić, wssssspsspaniała kobieta, ale mówi. Wymowny gest rezygnacji. 
- Zsszssz pracy? Już całkiem spokojna odpowiadam, że tak. 
- Fiiiiizyczna czy uumysłowa?
- I taka i taka – mówię i myślę sobię, że skoro Odyseuszowi się udało to i ja kiedyś zakończę tę podróż.                                                                                                                         - Ksiegarnia? Zgadłem?



Pan Donald czyli zaprzepaszczona postawa obywatelska

asprocolia


Słucham właśnie o naszym panu premierze, podobno jest niedoinformowany przez własny rząd. Widać taka już jego dola, że oszczędza mu się prawdy jak baśniowym królom. Pare lat temu pan Donald, który nie był jeszcze premierem, a marzył żeby być prezydentem odwiedził moje miasteczko. Ponieważ był to taki wieczór kiedy nie miałam ani co robić, ani co jeść postanowiłam w drodze powrotnej ze sklepu wstąpić do domu kultury i za jednym zamachem podbudować moją postawę obywatelską. Nie spodziewałam się zbyt wielu uczestników spotkania, w końcu to nie festyn z kiełbaskami czy występ artysty, który był sławny dawno, dawno, dawno temu. Ku memu zaskoczeniu na sali zebrała się już spora grupka , zajęłam potulnie miejsce w ostatnim rzędzie i zaczęłam się przyglądać zgromadzonym. - Ale jaja- pomyślałam. Na sali byli sami dyrektorzy szkół, przedszkoli, bibliotek.....no i ja kałamarz trzeciej kategorii.Fiu, fiu pomyślałam, same grube ryby. Widać w tak małych miasteczkach to „ oświatowcy” kładą zręby i podwaliny pod społeczeństwo obywatelskie. Poczułam radość, która nie trwała jednak zbyt długo.Na salę za moment wtoczyła się z impetem moja koleżanka przy nadziei i na stanowisku dyrektora przedszkola jednocześnie. Dostrzegłszy znajomą gębę skierowała całą siebie w moim kierunku, opadła na sąsiedni fotel, wyrównała oddech i wycedziła ironicznie:
-Tobie też kazali?
Wobec powyższego komunikatu zwoje mózgowe ogłosiły zdwojony pobór mocy. Najpierw w tym komunikacie odnalazłam informację o charakterze wartościującym : co się pchasz między dyrektory kałamarzu zwykły. Za moment jednak poczułam obciążenie semantyczne słowa „kazali”.
-Jak to kazali?
-Jak to? Tak to - wycedziła zirytowana koleżanka- dostaliśmy polecenie służbowe. A ty?
-Ja sama przyszlam , tak zobaczyć, posłuchać...
-Nienormalna jesteś
.......na salę wszedł pan DONALD, ale dla mnie to już nie miało znaczenia. Czułam się jak brakujące ogniwo w teorii Darwina, a raczej jak Darwin w brakującym ogniwie













 

Rozmowa na dwie kobiety, jeden wieczór i wino

asprocolia

LAMPKA PIERWSZA

Ola: nie wytrzymuję już tego, on mnie kompletnie nie rozumie, trzeci miesiąc chodzimy do tej samej knajpy, niedługo dadzą nam kartę weterana.
Ela: weż przestań, a Sebastian? Z nimi nie porozmawiasz, jak ja mu powiedziałam , że nie ma własnego zdania to zamiast róży mi słonecznik kupił, romantyk za trzy grosze, chociaż mówię gnomowi, że nie znoszę tych patelni.

LAMPKA DRUGA

Ela: albo weź, po co mi opowiada stale o tej Joli, że był z nią tam albo tam, a gdzie był ze mną?, raz na koncercie, ciekawe co by było jakbym mu zaczęła opowiadać o swoich facetach byłych.
Ola: wczoraj po kinie poszliśmy na spacer, nic nie gada, to pytam o czym myśli, a ten, że zastanawia się czy samochód warto na zimę zmienić , no Elka masakra mówię ci
Ela: masakra, dokładnie, albo jeszcze gorzej, te dżinsy stare, wiesz co na grilu miał to na naszą rocznice założył, już mi zaraz ochota na wszystko przeszła, ja mu mówię, a jak ja bym w rozciągniętym dresie przyszła?

LAMPKA TRZECIA

Ola: a w tej Sjeście, wiesz co z Jarkiem ciągle tam łazimy, to jest taki kelner, ale ciacho Elka, wczoraj akurat szłam do kibelka, a on wychodził z tacą, jakie on ma zielone oczy, ja jego..
Ela: Jarek też chyba ma zielone?
Ola: no weź, takie rozmyte ma jakieś, a ten , kurcze, taki troszke zbudowany....
Ela: tam kelner, a mój szef Piasecki? Jak on spojrzy na kobiete to się jej celulit wygładza 

LAMPKA CZWARTA

Ola: Mówię Jarkowi, żeby samochód zmienił, to pojedziemy gdzieś, zrobimy sobie sjeste nad jeziorem z tym kelnerem, to on, że ma audyt, ja mam całe życie audyt i co?
Ela: olać ich, mysli taki jeden z drugim, że jak kupi patelnie zamiast słonecznika, to ja się zmoczę ze szczęscia, muszę iść do łazienki, sory

LAMPKA  PIATA

Ola: Elaaa włącz gg, zrywam z Jarkiem
Ela: no co ty? A kto cię do domu zawiezie?
Ola: racja zadzwonie.......Jarek sprzedałeś samochód?......to dobrze......u Jolki jestem....zdjęcia oglądamy ..... z Koryntu...... nie wiem kto był......olej muszę kupić......ze słonecznika

© dyskretny urok codzienności
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci