Menu

dyskretny urok codzienności

opisywany przez heteroseksualne ciało pedagogiczne rodzaju żeńskiego oddające się wnikliwym studiom nad rodzajem męskim, choć rodzaj nijaki nie pozostaje bez znaczenia

Gazeta Wyborcza o Dniu Edukacji Narodowej !!!

asprocolia

.......czyli zawsze jest dobra okazja, żeby kopnąć kałamarza.

Jestem czytelniczką GW od bardzo dawna, ale denerwuje się „na nią” od kilku miesięcy i to dość porządnie. Chciałabym wiedzieć dlaczego GW nie lubi nauczycieli, dlaczego za pomocą nieprzemyślanych artykułów wzbudza społeczną niechęć, która potem spada na nauczyciela jak rozbryzgane błoto. Nie jestem osobą przewrażliwioną, czy też taką , która nie uznaje krytyki, chodzi tylko o rzetelną ocenę sytuacji i o pewną stosowność wypowiedzi. Najpierw oburzył mnie artykuł o czasie pracy nauczyciela, z pierwszej strony krzyczał tytuł donoszący, że nauczyciele pracują najmniej, czcionka była ogromna. Taką, można by oznajmić światu, że wynaleziono lek na raka trzustki. Przecież ja wiem, że statystycznie pracujemy krótko, jeżeli ktoś nie rozumie dlaczego tak jest, to niech do mnie zadzwoni, poopowiadam;)) 
Zaraz po ukazaniu się tego artykułu mnóstwo osób żądało wyjaśnień dlaczego mam tak dobrze. Gorące dyskusje przy stole i ja w tym wszystkim taka zadziwiona, przecież komuś kto w Wyborczej znalazł potwierdzenie, że jestem wielbłądem, nie udowodnię, że jednak jestem dziewczynką. Oczywiście byłoby jakieś wyjście, ale nauczyciel musi mieć czyste konto, inaczej straci pracę, a ja przecież ją lubię;))
Na początku września ukazał się artykuł: Kryzys straszy, ale nauczyciele dostaną podwyżki.
Czy trzeba czegoś więcej, przekaz tytułu jest jasny, nauczyciele przybijają gwóźdź do trumny, w której leży polska gospodarka. Tradycyjnie tabelka i adnotacja, że to zaledwie dwie trzecie zarobków, potem informacja o kilkunastu dodatkach. Wieczorem gorące gg, liczyłam ze znajomymi kredożercami te dodatki, za nic nie chciało wyjść kilkanaście, ale ludzie przeczytali i zapamiętali. Potem jeszcze informacja, że w wielu krajach ( Łotwa, Węgry) obcięto nauczycielom zarobki o 40%, cóż to bardzo przykre, ale pociecha z cudzych nieszczęść zawsze jest marna. Właściwie autorka mogla jeszcze dodać, że w starożytności nauczyciele byli zazwyczaj niewolnikami, to całkowicie rozwiązałoby problem:))
A dziś..... wstawiłam kwiatki do wazonu i z racji święta zamiast czynności rutynowych zabrałam się za lekturę Wyborczej. Już przy czwartej stronie zaczynałam się dziwić. Jak to? Ani słowa o Dniu Edukacji Narodowej. Strona szósta, krótka notka o Nauczycielu Roku 2009. Powyżej notka o doświadczeniach na lekcjach, podobno większość chemików, fizyków boi się je przeprowadzać, bo klasy zbyt liczne. Moim zdaniem słusznie. Jednak z artykułu płynie przesłanie, że brak im kreatywności. Prawda jest taka, że są po prostu rozsądni. Daję mój palec wskazujący pod topór kata, że gdyby na takiej lekcji coś się dziecku stało i w tej gazecie nie zabrakłoby opinii, że nauczyciel nie miał wyobraźni, a jego kreatywność każdy miałby w tym momencie w .......
Pani Aleksandro Pezdo i ewentualny psie pani Aleksandry Pezdy to nasz dzień, taka mała chwila radości, w dni świąteczne nie należy kopać !!!
To napisałam ja NAUCZYCIELKA...


Lobo na tropie

asprocolia

Lobo udał się w kierunku krzesła, położył na nim kartkę, a na niej słoik. Jego twarz wyrażała zniecierpliwienie. W takich chwilach Celesta zwykle mawiała:
-Daj na luz pyszczku. Lobo uśmiechnął się na to wspomnienie, rozpiął kurtkę i całkiem niespodziewanie ruszył w gąszcz. Po chwili cały las mieszany oraz jego mieszkańcy usłyszeli pełne pretensji zdanie wypowiedziane przez Lobo na stresowym wydechu:
- Wiiiiiiiiiiiiśśssnieeeeeeeeeeskaaaaaaaaaaa gdzieeeeeeeeeee łaziiiiiiiiiszzzzzzzzzz!?!?. Wszystkie loty i nieloty wzbiły się w powietrze, przy czym nieloty natychmiast spadły z hukiem. Ruda wiewiórka wdrapala się na czubek najwyższego drzewa by zobaczyć, kto wydaje tak dzikie dźwięki. W tym czasie z krzaków wyłoniła się okazała kobieta z dość widocznym zarostem. Spojrzała na słoik i powoli kończyła podciąganie spodni typu dres.
- Gdzie łazisz kobieto! Jagody są? - pokrzykiwał inspektor
- Zaraz widać, że dochodzeniówka -zarechotała Wiśniewska. Pewnie, że są, świeżutkie, nigdzie nie ma lepszych.
- To ile się należy ? – bąknął inspektor.Wiśniewska chciała napierw 10 złotych,ale Lobo przypomniał jej sprawę szwagra i bez szemrania zeszła do 8. Strażnik prawa mknął dalej, miał w planach dostarczenie słoika z jagódkami mamusi,a potem wpaść do firmy.Przypomniał sobie, że po pracy musi jeszcze wstąpić na pocztę, zapłaci Celeście za studia.Jak każda piękna kobieta w tym kraju studiowała marketing i zarządzanie, juz 7 rok.
- Dzielna dziewczyna- pomyślał z czułością o jej ksztaltnym biuście falującym pod wpływem emocji i nie tylko. Z komórki zaryczało: It's my life...
- Cholera – pomyślał Lobo- stary dzwoni, czego może chcieć ode mnie ten spaślak golonką karmiony?
- Lobo ty.........gdzie jesteś – warczał szef tradycyjnie zdenerwowany.
- Wyjeżdżam od matki właśnie – grzecznie objaśniał .
- Zygmunt nie pierd...dzwoniła matka, pytała czy jesteś w robocie, mówiła,że nocowałeś u szwagra, ale szwagier też dzwonił, daj spokój Zygmunt, tylko dupy ci w głowie !!!
- Ale szefie, jeszcze nie ma ósmej – delikatnie łagodził Lobo.
- Czy ty myślisz, że nie mam zegarka? Wem, że nie ma, nikogo tu nie ma, ty pierwszy odebrałeś telefon i ty pojedziesz na Kwiatową, było włamanie do garażu, szwagrowi komendanta ukradli kosiarkę......
Lobo postanowił zachować zimną krew,włączył płytę z angielskim dla opornych i karnie udał się na miejsce zdarzenia. Bez większego problemu znalazł okazałą willę, brama czekała otwarta, drzwi otworzyła powabna kobieta, Lobo chciał zawiesić na niej oko, ale oczywiście przypałętał się mąż, zaczął nadawać o tej kosiarce tak namiętnie jakby mu spalili dom i sprzedali działkę na której stał.Zaczął węszyć po ogrodzie, żadnych śladów. Wrócił do domu, właściciel dalej nadawał, nie potrafił jednak podać nazwy, cech charakterystycznych, w końcu poszedł na górę szukac karty gwarancyjnej, Lobo został sam. Patrzył na nowy zestaw kina domowego i z żalem ocenił, że go na taki nie stać.Nagle po schodach zbiegł jakiś dzieciak, stanął po środku i gapił się na inspektora.
-How do you do? - postanowił zastrzelić malca Lobo.
- I'm fine,and you? Lobo wiedział, że nienawidzi gówniarza, sam uczył się języka na 9 kursach, jeden był nawet z elementami akupunktury, zawsze dla poczatkujących, a jednak wciąż nie miał takiej swobody jak ten smark. Wściekły wycedził:
- Dlaczego nie jesteś w szkole?
- I'm four.
-Mógłbym zmiażdżyć go obcasem, nawet nie wiem czy mnie nie obraził, cholera musiałem opuścić jakąś lekcję - pomyślał. W salonie pojawiła się pani domu, odetchnął z ulgą.
cdn...


Pokłosie Nike czyli...a jak się nie oprę ;)))

asprocolia

Wczoraj przyznano literacką nagrodę Nike. Otrzymał ją poeta Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki. Cała moja wiedza na jego temat została zawarta w pierwszych zdaniach. Uczciłam jego sukces sporym kawałkiem sernika i zasnęłam dość spokojnie, jednak dziś w pracy pan Eugeniusz stanął mi kołkiem w gardle ( nie było to wcale jego zamierzeniem).Jadłam właśnie pyszną kanapeczkę z czerstwego pieczywa i śliskiej szynki, kiedy derekcja walnęła: a co pani sądzi o tym poecie, który zdobył Nike? Udawałam, że żuję kanapkę licząc, że coś/ktoś wybawi mnie z opresji, Niestety, nie miałam wyjścia musialam przełknąć na oczach tłumu, który czekał na moje słowo: noooo jest niezły. Dzwonek, mój przyjaciel dzwonek, tyle razy ocalil mnie przed kompromitacją i tym razem dryndnął.... Następne przerwy byłam pilnie zajęta. W domu postanowiłam zdobyć niezbędną wiedzę, by następnego dnia  błyszczeć w towarzystwie. No i zdobyłam. Notka niby w porządku, jednak te reklamy spowodowały, że zamówiłam natychmiast  tomik " Piosenka o zależnościach i uzależnieniach ". Żeby tylko po tym pić się nie chciało.....

Panie Eugeniuszu gratuluję szczerze :)

http://wyborcza.pl/1,76842,6641598,Eugeniusz_Tkaczyszyn_Dycki__Piosenka_o_zaleznosciach.html

Inspektor Lobo

asprocolia

Gęsta jesienna mgła miękko osiadła nad Antonówką, było już grubo po siódmej, inspektor Lobo opuszczał ukradkiem mieszkanie Celesty. Ich miłość kwitła jak koniczyna, obficie i długo. Ostatnia noc wyzwoliła w nich dzikie instykty, na tyle dzikie, że bezwzględny sołtys Cortlad zrezygnował z wypełniania małżeńskich obowiązków. Zaciekawiony dzikim wyciem dochodzącym ze środka wsi, opuścił łóżko. Jego małżonka pośpiesznie dokończyła odmawianie koronki, zgasiła lampkę i odwróciwszy się do ściany westchnęła z uśmiechem:
- No i udało się.
W tym czasie Cortland oddał mocz do dużej donicy z różową pelargonią i zaczął nasłuchiwać:
- Jenoty jakie czy cooo? Muszo się parzyć, bo raz wyje grubo, raz cinko – pomyślal roztropnie i splunął. Wrócił do domu zmarznięty, zastał ciemność w sypialni, a wycie skutecznie zagłuszyło chrapanie małżonki, zasnął szybko i głęboko niczego nie przeczuwając.
Inspektor Lobo konspiracyjnym krokiem zmierzał do auta, z okna machała do niego biustonoszem senna Celesta.Ruszył spokojnie na spotkanie z kolejnym dniem, towarzyszyło mu złowrogie szczekanie Szampiona, ukochanego pieska ukochanej kobiety, mgła wyzwalała senność, nadwyrężone pośladki bolały dotkliwe. Lobo instynktownie rozglądał się na boki. Zbyt długo robił w tej firmie, by nie pamietać, że życie to jeden wielki kryminał. Telefon komórkowy przysłał mu przypomnienie: Noah Macintosh.
-Fuck – wyrzucił z siebie wykorzystując przy okazji całą swoją angielszcyznę - czego może chcieć od nas ten dupek ze Scotland Yardu?
Przejeżdżając obok domu sołtysa zauważył wiszące na płocie ogromne damskie gacie, choć szczerze nienawidził tego tyrana Cortlanda, dopadło go zwykłe współczucie:
-Przecież ta Gala jest całkiem niezła, ale takie gacie, o raaaany!!! - pomyślał krzykliwe.
Z radia sączyła się nastrojowa muzyka:....zaaaaaaaaaabiiiiij mnieeeeee lalala. Dojeżdżał już do Skierniewic, mijał przytłoczone urodzajem sady jabłkowe. Nagle uśmiechnął się. Zobaczył, że wybrany losowo przez drogówkę do zabawy w kotka i myszkę sadownik kończy właśnie malowanie na dachu HWDP. Jechał dalej. Myślał o Celeście. Niespodziewanie zahamował i zatrzymał auto. Na poboczu stało samotnie krzesło. Inspektor Lobo wyjął z ofertówki jakiś papier, prawdopodobnie kwestionariusz przesłuchania . Wysiadł energicznie z błękitnego Tico, skierował się do bagażnika, wyjął stamtąd litrowy słoik typu twist i udał się w kierunku krzesła. Jego dzień pracy widocznie już się zaczął.


Teatrzyk Biała Mysz przedstawia sztukę jarzynową pt. "Cebula"

asprocolia

Miejsce akcji: warzywniak w pewnym miescie
Osoby: Pani Sprzedająca, Pani Kupująca, Autorka sztuki ,która chce kupić 4 marchewki i 2 pomidory .

PK : Trzy małosolne....
PS : Dam pani pół kila,bo dobre.
PK : Niech będzie,ale włoszczyzna u pani droga !
PS : Pani Zaleska, pani idzie do Biedronki, tam jest tanio,ale to ani koloru, ani smaku, sam plastYk ,pani bierze, sie nie zastanawia, a jak tam wnuczka,zadowolona z męża?
PK : Czy ja wiem ,nerwowy jest, nawet zapiekanki jej nie dał zjeść w samochodzie,ciagle czegoś szuka w tym aucie, a kiedy do nich nie zajde to się zawsze kąpie.
PS ( ze wzmożoną refleksyjnością na twarzy ) : Znaczy się taki pedant pani Zaleska.....może lepiej ,że pedant niż pedał ( śmiech jarmarczny)
PK : Ja już sama nie wiem co lepiej,pójdę jeszcze do mięsnego...
PS: Pani idzie pani Zaleska , a co dla pani?
Autorka, która...: Poproszę kilogram cebuli
PS : Piękna cebulka, ale kilo to jest sporo ? W Kauflandzie kupisz kochana taniej, ale możesz pięć pokroić , jedna łza nie spadnie, sam plastYk. Reklamóweczkę dam, coś jeszcze?
Autorka ...: Dziękuję, to wszystko.



KURTYNA

© dyskretny urok codzienności
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci