Menu

dyskretny urok codzienności

opisywany przez heteroseksualne ciało pedagogiczne rodzaju żeńskiego oddające się wnikliwym studiom nad rodzajem męskim, choć rodzaj nijaki nie pozostaje bez znaczenia

Scenki okołoświąteczne

asprocolia

W mojej klasie trwają gorączkowe przygotowania do wigilijnego spotkania, ja stoję na dyżurze. W pewnym momencie podchodzi do mnie Wiktorek, wręcza mi spory garnek i wzrokiem wskazuje jego dno. Zerkam odruchowo i zauważam trzy torebki barszczu w proszku.

- To jest ta zupa, którą miałem prznieść....

 

Ogłoszenia parafialne, zbulwersowany proboszcz odnosi się do uwag na temat ogrzewania w kościele. Wywód kończy tymi słowy:

- .....i powszechnie wiadomo, że tutejsze parafianki są oziębłe, zmarzłe i drętwe, ale to nie jest powód, żeby rozsiewać plotki.

 

Kolejka do kasy, ostatnie zakupy, zmęczenie, przedświąteczna ekscytacja, a przede mną dwie damy toczące gorącą dyskusję:

- .....polski sklep, a na kartkach świątecznych jakieś wermahty wypisują, co to ma być .....

Zerkam przez ramię jednej z dam, ta trzyma kartkę świąteczną w życzeniami : Merry Christmas oraz Frohe Weihnachten......

Pamięć absurdalna

asprocolia

Po pracy...... jeszcze tylko dotrzeć do domu...... W moim przypadku to nie jest takie proste, trzeba czekać. Deszcz siąpi niemiłosiernie, dworcowa poczekania odstrasza odorem. Od jesieni znalazł tam swój dom pewien pan, który w podartej reklamówce nosi wyimaginowanego przyjaciela Robcia. Ławka przy kaloryferze jest jego pokojem, kuchnią i niestety toaletą. 

Żeby uniknąć niezręcznej sytuacji wyszłam na peron. Akurat podjechał pociąg z miasta A do miasta B. Wysiadło kilku pasażerów oraz trzech panów konduktorów. Powstało jakieś krzykliwe zamieszanie. Okazało się, że pewnej starszej pani nie otworzyły się drzwi na jej stacji. Konduktorzy potraktowali ją dość lekceważąco.

Poczułam dreszczyk, bo sama zawsze obawiam się takiej sytuacji. Nim zdołałam złapać oddech była następna awantura. Jeden z pasażerów podczas wysiadania wpadł pod pociąg. Jak to uczynił nie wiem, ale potłukł się biedaczyna okrutnie. Okazało się, że pan jest nie tylko ranny, ale też pijany. Wezwano karetkę. 

Konduktor poprosił pana o dokumenty i zapytał o adres. Pasażer był uprzejmy jedynie podać nazwę miasta. Konduktor dopytywal o ulicę.

- Zasadniczo to ja mieszkam na ulicy Hanki Sawickiej 34....tylko, że zmienili dwa lata temu....nie zdążyłem sobie utrwalić....

- Nie pamięta pan na jakiej ulicy pan mieszka ??? - dopytywał zirytowany konduktor.

- To też jakaś kobieta .....taka stara.....siwa.....może nawet już nie żyje.....

I zasnął.

Strzeżcie się win mołdawskich

asprocolia

Tytuł tego wpisu to życzliwa rada osoby życzliwej gatunkowi ludzkiemu. Na człowieka nieustannie czyhają niebezpieczeństwa i zamiast trafić w maliny, można trafić w coś wyższego, co pozornie wydaje się niższe. Wiem, plączę się w zeznaniach, ale tak wprost nie mogę, jestem przecież ciałem pedagogicznym.

A od ostatniego wpisu trochę minęło , zmienił się czas, zmieniła się pogoda, władza samorządowa, cena benzyny,  a co najgorsze.......nastały egipskie ciemności. Koszmar.....

Jedyna nadzieja w świętach.........wtedy zawsze jest jaśniej.

Za miesiąc ......

Ogon wieprzowy

asprocolia

Mam zaprzyjaźnioną panią ekspedientkę w mięsnym. Zawsze wymieniam u niej pieniądze składkowe i inne. Współpraca układa nam się znakomicie. Kobietka jest komunikatywna, dowcipna, ma  oryginalne poczucie humoru, a jej komentarze powinni drukować.

Ostatnio zaniosłam jej sakiewkę i grzecznie czekałam, aż klienci zostaną obsłużeni. Trzy panie ekspedientki pracowały jak mróweczki. Ostatnim klientem zaprzyjaźnionej ekspedientki był mężczyzna w wieku emerytalnym. Miał dość szeroką listę zakupów, którą zakończył pytaniem o ogon. Niestety został już tylko jeden, a brak wyboru bardzo pana zaniepokoił. Grymasił, że jakiś mały, że kolor nieświeży. Moja ulubiona pani ekspedientka była już u kresu wyczerpania. Pomyślałam, że to skutek pracowitego dnia. Nic z tego. Po wyjściu klienta ....z ogonem.....pani ekspedientka odbierając ode mnie z ekscytacją mieszek wyznała mi:

- Zdenerwowałam się....nie cierpię jak faceci kupują ogony.....nie wiem dlaczego, ale to mnie tak wkurza, że nie mogę nad tym zapanować

- Tak tylko mówisz- odezwała się wtedy inna pani z zaplecza - jakby jakiś trzydziestolatek kupował, to byś inaczej skakała.

- Trzydziestolatki nie kupują ogonów, ogony się zaczynają po sześćdziesiątce moja kochana...

Ciekawe co na to powiedziałby jakiś psychoanalityk ?

Śrubowanie

asprocolia

Parę dni temu miałam szczerą przyjemność otoczyć opieką kilku siedmioletnich młodzieńców. Dzień był dla nich uroczysty, oni sami bardzo eleganccy i przejęci.

- Jak wy dziś odświętnie wyglądacie - zagadnęłam. Moją myśl podjął natychmiast Oskarek z bordową muchą.

- Nooooo, bo dziś mamy śrubowanie....

- Ślubowanie jak ślub gupku - natychmiast poprawił  go wielce wyniosły Marceli.

- Moja mam też miała ślub - zauważył z powagą przemiły inny chłopczyk.

- Każda mama miała ślub - skwitował wielce wyniosły. Nie czekałam na dalszy rozwój dyskusji i dla bezpieczeństwa zmieniłam temat.

-A czy lubicie chodzić do szkoły ?

- Taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaak !!!!! - wrzasnęli niemal równocześnie malcy, a ja natychmiast pomyślałam, że stan ten euforyczny szybko się skończy. Poczułam pociągnięcie za rękaw. Odwróciłam głową. Swoją obecność  zaakcentował pulchny chłopczyk w granatowym sweterku w szpic. Najpierw zauważyłam, że jego papierowy biret składa się już z dwóch części, a potem usłyszałam:

- A ja nie lubię chodzić do szkoły...

- Dlaczego ?- zapytałam przerażona tym biretem w dwóch częściach.

- ....bo obiady są kwaśne.

© dyskretny urok codzienności
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci