Menu

dyskretny urok codzienności

opisywany przez heteroseksualne ciało pedagogiczne rodzaju żeńskiego oddające się wnikliwym studiom nad rodzajem męskim, choć rodzaj nijaki nie pozostaje bez znaczenia

Śmiesznie straszne historie na czasie

asprocolia

Pierwsza

Spotkanie w małym gronie, telewizor gra, rozmowa się nie klei....W telewizorku jakiś serial  kryminalny, porwano kobiecie dziecko.....Akcję poszukiwawczą prowadzi bardzo przystojny inspektor, który w pewnym momencie zauważa:

- Nikt przy zdrowych zmysłach nie porywa nauczycielce dziecka dla okupu...

Zerkamy na siebie z koleżanką i wybuchamy śmiechem.....nie możemy przestać. Głupawka totalna.

Druga

Zasłyszana. Krewny mojej znajomej ma przyjemność nosić takie samo nazwisko jak prezes partii wiadomej. Oprócz tej przyjemności ma jeszcze jedną. Prowadzi dobrze prosperującą firmę. Niedawno jego pracownicy wykonywali zlecenie na południu Polski. W ramach promocji umieścili w miejscu pracy baner reklamowy. Nazwa tej firmy to po prostu nazwisko właściciela. Na banerze były też fragmenty ogrodzenia i pewnie przypominały krzyże. Pewna staruszka znalazłszy się w pobliżu przyklękła i przeżegnała się nabożnie.

Teatrzyk Biała Mysz przedstawia sztukę diaboliczną pt. "Ciasteczko"

asprocolia

Miejsce zdarzeń: market spożywczo - przemysłowy, ruch duży, ceny wysokie, temperatura niska, spora kolejka w dziale słodyczowym.

Osoby: babcia z wnusią, ałorka z koszykiem oraz reszta kolejki .

Babcia ( wyglądająca nobliwie, łagodnie  i bardzo elegancko, robi zakupy  czyniąc nieustannie jakieś uwagi ) : Czy te cukierki są produkowane w Polsce ?

Ekspedientka ( z gatunku cierpliwych) : Tak, to polska firma....

Babcia : W takim razie zaryzykuje, niech mi pani zważy pół kilograma...

Ekspedientka spokojnie i sprawnie realizowała kolejne zamówienia, odpowiadała na szereg pytań nasączonych podejrzliwością. W pewnym momencie babcia wyraziła dziwne życzenie.

Babcia: Czy mogłaby nam pani pokazać jedno ciasteczko zorro ? 

Ekspedientka spełniła życzenie babci.

Babcia ( przygarnąwszy wnuczkę) : Popatrz Kamilko, na tym ciastku jest znak szatana, takich ciastek nigdy nie jedz, w domu pokażę Ci inne symbole diabła, mam taką książkę...

Choć miałam ochotę parsknąć śmiechem zdusiłam przypływ w zarodku, ekspedientka zachowała twarz pokerzysty. 

Babcia : Niech mi pani napisze na torebce nazwę producenta, to trzeba gdzieś zgłosić..

Babunia oraz wnusia opuściły sklep.Nadeszła pora na Ałtorkę, która zajęła miejsce w tej kolejce jedynie po to by kupić cukierki miętowe dla cioci staruszeńki. Żadnych słodyczy, gdyż one zaiste są dziełem szatana i wodzą na pokuszenie.....skutecznie. Już miała kończyć zakupy, kiedy przewrotność podpowiedziała jej inne rozwiązanie:

Ałtorka: I jeszcze proszę pół kilograma ciasteczek zorro...

Ekspedientka ( wyraźnie zaskoczone): Ale słyszała pani wcześniej....

Ałtorka ( z czarcim uśmieszkiem) : Tak, dlatego je kupuję ...

Za Ałtorką rozpłynął się głośny śmiech kolejki

 

Kurtyna oraz dowód w sprawie !!!

ciacho

 

 

Perfekcjonista

asprocolia

Przed kościołem parafialnym wiekowi parafianie z ogromnym skupieniem czytają nekrolog. Wielkość, a raczej małość czcionki oraz jej bladość utrudniają  zdobycie najważniejszych informacji. Jeden z panów uprzejmie prosi mnie o pomoc. Ochoczo czytam treść, powtarzam niektóre wiadomości, zapewniam, że dobrze przeczytałam....

- Rooooman !!! - stanowczo i niespodziewanie woła  jeden ze staruszków na kogoś i ten ktoś przybiega....

- Roman, ty sobie zapamiętaj, jak ja umrę to klepsydra ma być wyraźna, grosz masz na to odłożony.......

- Oj ojciec to już wymyśla, lepiej chodzi ode mnie, a o klepsydry się martwi - broni się syn.

- Już ja wiem co mówię, człowiek musi w dzisiejszych czasach nawet swój pogrzeb dopilnować, jeszcze by mnie jak Franka pochowali w zielonej koszuli i krótkich skarpetach....

Z życia wciąż tylko kandydata na kierowcę czyli despacito

asprocolia

Temat wciąż aktualny.... boleśnie i nieznośnie, ale walczę.... Nawet tak stresujące wydarzenia z mojego życia dostarczają trochę rozrywki. Ot, choćby takie trzy dialogi na cztery nogi

- Panie Janku- żalę się instruktorowi - głowa mnie strasznie boli.

- Myślałem, że głowy bolą tylko mężatki ....

 

- Ojej, ja się tu chyba nie zmieszczę - zauważam przerażona wąskie gardło uliczki zastawionej dostawczakami.

- Jak byłem młody to też mi się zdawało, że się nie zmieszczę.....- stwierdza pan instruktor.

 

Taras widokowy.....miejsce z którego można obserwować radości i smutki, porażki i sukcesy kursantów....nienawidzę tego miejsca. Rozmowę inicjuje pewien mężczyzna 

- Słyszy pani jak ten silnik chodzi ? Ile te toyoty im wytrzymają ....jeszcze rok i to będzie złom.

- Ja się na tym nie znam - wyznaję szczerze....

- Kochana ja rozebrałem więcej samochodów niż kobiet, ale chciałbym poprawić te statystyki.....

 

© dyskretny urok codzienności
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci