Menu

dyskretny urok codzienności

opisywany przez heteroseksualne ciało pedagogiczne rodzaju żeńskiego oddające się wnikliwym studiom nad rodzajem męskim, choć rodzaj nijaki nie pozostaje bez znaczenia

W niedzielę nastąpi koniec świata

asprocolia

Halo, halo tu Radio JAPOLSKA.....sprzed supermaketetu mówi do was Arleta Musk. 

Drodzy słuchacze, stało się, już nic nie da się zrobić, jutro sklepy będą zamknięte. To chyba jeden z najtrudniejszych dni tego roku. Na rozmowę ze mną zgodził się burmistrz naszego miasta.

- Witam pana serdecznie, czy nasze miasto jest przygotowane na zakaz handlu ?

- Tak, podjęliśmy szereg działań, w Poradni Zdrowia Psychicznego już  od dziś dyżuruje 3 psychologów, którzy będą wspierali osoby potrzebujące, jutro policjanci będą rozwozili gotowane kartofle i chleb krojony, a na rynku naszego miasta zostanie odprawiona msza za pracowników handlu.

- Czy myśli pan, że to wystarczy ?

- Zrobiliśmy naprawdę dużo.

- Dziękuję, a teraz może podejdę do pani, którą wyniesiono ze sklepu, obok niej zdenerwowany małżonek. Co się stało ?

- Żona strasznie się zmęczyła zakupami, ostatnio w sklepie zemdlała w 83  jak stała za meblościanką. Co oni z nami wyprawiają ?

- Bardzo panu współczuję, ale muszę interweniować. Widzę mężczyznę spożywającego alkohol....

- Proszę pana.......dlaczego pan pije alkohol w miejscu publicznym ???

- Prosie pani..pije, bo musie się napić na jutro.....

- A nie może pan zaprać alkoholu do domu ?

- Teoretyćnie mogię, ale praktyćnie już nie mogię, gdyż mam bardzo ciepło w domu....

- Gdzie pan mieszka ????

- W kanale....

- Hmmm, rozumiem.....Proszę państwa sklep opuszczają cały czas tłumy ludzi, wszyscy pchają ogromne wózki z zakupami.....Proszę pana....proszę pana...czy jest pan zadowolony z zakupów ?

- Bardzo, byłem u konkurencji, a tam zostało już tylko ziele angielskie i pasta do butów, także .....

- A pani co sądzi o zakazie handlu w niedzielę ?

- Mnie to nawet bardzo odpowiada, bo ja i tak kupowałam tylko w pierwszą niedzielę miesiąca..

- Dlaczego ???

- Na emeryturze jestem....

Szanowni państwo, szaleństwo zakupów trwa, widać poddenerwowanie, to może być niedziela kardiologów, spod sklepu dla radia JAPOLSKA Arleta Musk.

Asprocolia na drodze poznania

asprocolia

Życie zaskakuje i przestaje mnie to dziwić. Co by tu nie mówić, nie nudzę się. Niedawno wróciłam z warsztatów rozwijających moją kreatywność i innowacyjność. Rozwijałam się trzy dni, mogłam poczuć się znowu dzieckiem. To było miłe. Projekt z funduszy unijnych zapewniał wykwintną konsumpcję, przyzwoity hotel, notesik, długopisik oraz torebkę z flizeliny. Dostałam również dyplom z karpiem w kapeluszu. To z kolei rozwinęło kreatywność koleżanki derektorki, bo ten karp jej się nie komponował. 

Zapamiętałam też kilka złotych myśli rzuconych od niechcenia przez naszych trenerów.

Ot taka budująca ...

Zawsze można co nie można, tylko cicho i z ostrożna.

I jeszcze jedna folozoficzna.

W swoim życiu spotkałem wiele interesujących kobiet, a nigdy nie spotkałem interesującego faceta.

Przypadek ??? Nie sądzę ;)))

W drodze powrotnej moje gałki oczne napotkały witrynę sklepową zatytulowaną:

Dyskont odzieżowy Pokusa. 

Jak dla mnie urocze.

Ferie mało się udały

asprocolia

Właśnie kończą mi się upragnione, wyczekiwane, wymarzone ferie zimowe. Miałam wobec nich jedno malutkie oczekiwanko: odpocząć psychicznie i fizycznie. I........nie udało się wcale.

Pierwszy tydzień przebiegał pod hasłem pogrzeb i  niesamowicie wyczerpująca jelitówka. Zostałam niemiłosiernie sponiewierana, upodlona i wymęczona. Wszyscy mi mówili śmiertelnie poważnie:

- Jak to dobrze, że masz ferie....

Osobiście nie podzielam tej teorii, urlop ma służyć regeneracji sił. Ostatecznie doszłam do siebie i pomyślałam:

- Przecież mam jeszcze parę dni....

Człowiek nie jest jednak samotną wyspą, przynależy do zestawu naczyń połączonych różnymi więzami. Najpierw bratowa poprosiła, żebym poświęciła jeden dzień mojej malutkiej bratanicy. Odmówisz ? Nie odmówisz, bo wiesz, że nie mają kogo poprosić. Dzień był piękny, dużo zabawy, ciocia weszła w rolę Pana Widelca, który miał szalone pomysły. 

- A co tam ...- pomyślałam, przecież to tylko jeden dzień.

Pod wieczór dowiedziałam się, że bratowa ma skierowanie do szpitala. Wiadomo, pomoc była dalej potrzebna. Dużo wysiłku, emocji, troski, żeby dziecko w miarę bezboleśnie przeżyło pierwsze rozstanie z mamą.  Spanie w innym miejscu, gotowanie, sprzątanie, przebieranie. Wczoraj bratowa wróciła do domku, ja też .....zmęczona jak żniwiarka.

I co ? Przecież nie żałuję, że poświęciłam czas, żeby komuś pomóc. Ba, nawet się cieszę, że mogłam i dałam radę.

Nie ma lekko, ale przecież nie jest źle. Ominął mnie luksus błogiego lenistwa, ale miałam okazję zrobić coś sensownego i dobrego. 

Póki co kupiłam sobie pół kilograma wisełek i staram się nie myśleć o poniedziałku.

Dobranoc moje ferie :)

Tiulowy dramat

asprocolia

Kilka  dni temu zadzwoniła do mnie bliska koleżanka. Po słownej grze wstępnej ( pogoda, grypa, kalorie ) przeszła do sedna. Głos jej natychmiast się załamał, a mnie zabiło serce, gdyż obawiałam się hiobowych wieści.

- Pokłóciłam się z moim starym - wyznała już chlipiąc.

Jakkolwiek okrutnie to zabrzmi, odetchnęłam z ulgą, gdyż kłótnia w praktyce małżeńskiej jest elementem stałym raczej. Poszłam z nutę empatyczną:

- A co się stało ?

- No bo Jarek chował do szafy marynarkę......chlip siorb.......i wiesz jaki on jest.....chlip siorb.....i zrzucił z wieszaka taką moją nową sukienkę.....i jak zasuwał drzwi to ona wkręciła się tam na dole..... i się cały dół zaciągnął......buuuuu...

Uczciłam minutą ciszy utraconą bezpowrotnie srebrną sukienkę, albowiem każdej sukienki żal, Jako kobieta praktykująca umiałam sobie wyobrazić ten ból.

-.....wkurzyłam się na niego i mu powiedziałam, żeby oddał mi kasę.....

- Rozumiem.... - usiłowałam, podtrzymać formę dialogu, jednak bardziej zajmowała mnie myśl co ja uczyniłabym memu ewentualnemu mężczyźnie w takiej sytuacji. Może wrzucenie kolekcji komiksów do niszczarki.....francuskie śniadanie przez miesiąc......wędzona makrela bez opakowania w torbie na laptopa......

- .....i się wtedy wygadałam ile kosztowała, a on się wkurzył jak idiota.....bo wiesz....ja mu nie mówię ile co kosztuje...

Usiadłam z wrażenia. Kobieta w takich sprawach powinna być nieugięta jak łączniczka z AK. Straszny błąd strategiczny.

- ....wiesz jak on się na mnie darł ? Przecież ja też pracuję.....w tym roku miałam trzy studniówki, to na jedną już miałam....tak się wydzierać o 420 złotych ? On jest nienormalny...

Znowu usiadłam.

- No pomyśl, jakby mi kupował kwiaty na wszystkie okazje  jak inni faceci ,to w rok by wydał .....sknerus jeden....

- W sumie taaaak.... - przyznałam szczerze, podziwiając jednocześnie jasność umysłu koleżanki w chwili tak emocjonującej. Lotem błyskawicy przeprowadziłam proste obliczenia : ładny bukiecik licząc po 60 zł mnożąc przez imieniny, urodziny, rocznicę ślubu, walentynki, Dzień Kobiet, a nawet rocznicę pierwszej randki ....Tak, trafione w punkt !!! 

- ....a do tego sobie polazł i już dwie godziny go nie ma, a ja się martwię..

- Wiesz, pewnie potrzebował ochłonąć, przemyśli, na spokojnie pogadacie.....

- ....ale to ja mu kazałam wyjść.....buuuuuu

Filozofowanie przy nacieraniu bułki tłuszczem masłopodobnym

asprocolia

-Jasiu, kim chciałbyś zostać jak dorośniesz ?

- Ministrem psze pani..

-A dlaczego ?

- .....no bo jak ja narozrabiam to dostaję karę, a minister  dostaje duuuuuużą nagrodę, to jest tyle pieniążków, ze mamusia i tatuś muszą na nie pracować  przez cały rok.

- Jasiu, pamiętaj, że pieniądze nie są najważniejsze.

- Psze pani.....ja już nie jestem dzieckiem, niech mi pani nie wciska pianki !!!

© dyskretny urok codzienności
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci