Menu

dyskretny urok codzienności

opisywany przez heteroseksualne ciało pedagogiczne rodzaju żeńskiego oddające się wnikliwym studiom nad rodzajem męskim, choć rodzaj nijaki nie pozostaje bez znaczenia

Panie Pośle Żalek....mam do pana duży żalek !!!

asprocolia

Wracam do domu, słucham najpierw ot tak, potem się wsłuchuję i zamieram. Człowiek pełniący funkcję posła wypowiada się publicznie i porównuje protest rodziców dzieci niepełnosprawnych do reality show. Jego zdaniem te dorosłe i niepełnosprawne  dzieci są wykorzystywane przez rodziców niczym żywe tarcze do realizacji niecnych celów. Pieniądze, których się domagają, z pewnością zostaną wydane na papierosy, piwo i inne bezeceństwa ........

Trzymaj mnie święty Bartłomieju, patronie obdzieranych ze skóry, bo zaraz rzucę czymś twardym w okno. Czegoś tak podle głupiego dawno nie słyszałam. Jestem zbulwersowana tymi wypowiedziami, a jeszcze bardziej fałszem i cynizmem jaki z nich zionie. Z jednej strony mają się rodzić wszystkie poczęte dzieci, bo życie jest cudem. Ma być pomoc, wsparcie finansowe dla matek. Jednocześnie dla tych, którzy już są z nami, nie ma środków na godne życie. 

Rodzice dzieci niepełnosprawnych to istoty zmuszone przez los do niewyobrażalnego heroizmu. Jak inaczej nazwać życie bez nadziei, że będzie lżej. Jak wytrzymać pracę przez 7 dni w tygodniu, jak zrezygnować z siebie, z marzeń planów ??? Oni nie powinni być zmuszeni do  strajkowania, bo muszą szanować zdrowie i czas. 

Rząd rozdaje pieniądze nawet tym najzamożniejszym, a z drugiej skąpi tym najbardziej potrzebującym. To ten program jest źródłem patologii. Utrzymuje kolejne pokolenia w przeświadczeniu, że praca jest dla głupich. Bogatsi z 500+ kupują kucyki, zamawiają firmy sprzątające, biedni żyją ze środków przeznaczonych dla dzieci. Nikt ich nie rozlicza.

Wczoraj wróciłam z warsztatów dla uczniów. Dzieci z pewnej biednej rodziny nie miały nawet przysłowiowej złotówki na napój. Przed wyjazdem spotkałam ich matkę, kupiła 6 chlebów i 3 paczki papierosów. Oczywiście panie nauczycielki kupiły dzieciom napoje, bo po ludzku żal.

A do tego ze strony pana premiera  jeszcze padła obietnica wyprawki. Dlaczego na to jest kasa, a dla tych osób niepełnosprawnych nie ma.

Panie Pośle Najjaśniejszej......nawet gdyby rodzic niepełnosprawnego dziecka czasem wypił piwo, zapalił papierosa, poszedł do kina czy zrobił sobie jakąś inną przyjemność, to ma do tego prawo, większe niż pan.

Chylę czoła przed Tymi matkami i ojcami, którzy umieją sprostać codzienności z niepełnosprawnym dzieckiem.

I jeszcze jedno. Uważam, że posłowie, duchowni powinni mieć obowiązek odbycia przynajmniej tygodniowych warsztatów w hospicjum, domu opieki.....To bardzo wycisza, przywraca poprawne rozumowanie.....daje radość z każdego kroku i oddechu i naprawdę chroni przed bezmyślnym wypowiadaniem pewnych fraz.

Dziecięcy punkt widzenia

asprocolia

Ostatnio sprzedałam koleżance żart sytuacyjny w wykonaniu mojej chrześniaczki Marysi. 

Otóż Mania od jakiegoś czasu jest szczęśliwą posiadaczką skarbonki. Nie sądzę, by pieniądze już ją pociągały, nie ma przecież jeszcze trzech lat. Dużą frajdę sprawia jej po prostu wrzucanie pieniążków do środka. Pewnego dnia jej rodziców odwiedził zaprzyjaźniony weterynarz. Mała natychmiast przyniosła mu swój nowy skarb, a ten, jak to dorosły, natychmiast dostrzegł aluzję i zaczął szukać bilonu. Zawstydzona mama wolała na to nie patrzeć, rzuciła tylko przez ramię:

- Podziękowałaś Marysiu ?

- Nie, bo jeszcze nie wrzucił - odparła szczerze i zgodnie z prawdą Marysia.

W odwecie koleżanka sprzedała mi równie piękną anegdotkę. Ślub, podniosła atmosfera. Babcia czule opiekująca się wnuczkiem rusza do komunii, ten za nią, ta mu dość stanowczo tłumaczy, że nie może, bo jest za mały...Rozgoryczony wnuczek ostatecznie żali się na tyle głośno, że wszyscy słyszą :

- Ale ja zapłaciłem........

Teoria pyłowa

asprocolia

Nie masz.......zaprawdę powiadam Wam.....nie masz życzliwych ludzi na świecie.....wszędzie krytyka i wytyka.

Niedawno szukałam pewnej płyty i musiałam wyciągnąć z szafki pudło. Pudło było okryte kurzem długoterminowym. Nie zdziwiło mię to nic a nic, bo na Wielkanoc nie udało mi się tam dotrzeć. Kurz starłam, płyty nie znalazłam. Musiałam zajrzeć do innego pudła, które też było pokryte kurzem, choć na wspomniane święta tam dotarłam i przetarłam. Wniosek nasuwa się sam, nieprawdaż ???

Nieopatrznie podzieliłam się tym wnioskiem z  koleżanką, która duużo sprząta. Akurat prowadząc ze mną dialog przez zestaw głośnomówiący ścierała kurze i stąd moja wylewność. Ona w zasadzie wszystkie czynności życiowe łączy ze ścieraniem kurzu. Jak jej mąż prowadzi auto, to ona odkurza kokpit chusteczkami dla niemowląt. Kiedyś nawet naszło mnie takie skojarzenie, że być może podczas seksu omiata sufity.....Ale......sama nie wiem......

No i  jak się podzieliłam z nią mym wnioskiem, ofuknęła mnie:

- Wstydziłabyś się, co za lenistwo.....ja ścieram kurze trzy razy w tygodniu... wilgotną ściereczką, to zajmuje godzinkę, jest porcja ruchu i świeże powietrze.....a czy ty wiesz, że roztocza przyczyniają się do nadwagi ???

- Świnia .....- pomyślałam i poczułam bolesne ukłucie w oponkę.

pani

© dyskretny urok codzienności
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci